Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:


Osiągnąłeś zysk w spółce i chciałbyś go wypłacić, ale obawiasz się podwójnego opodatkowania? A może prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą, rozważasz przejście na spółkę, ale właśnie ten aspekt skutecznie Cię powstrzymuje?

Zapraszam do lektury poniższego wpisu! Jestem dużym fanem spółek z o.o.  i nie chodzi wyłącznie o optymalizację podatkową czy składkową, choć te korzyści rzeczywiście potrafią być bardzo duże. Spółka z o.o. to przede wszystkim bezpieczeństwo, ograniczenie odpowiedzialności i łatwiejsza sprzedaż biznesu.

W poprzednich materiałach pokazywałem, jak przy odpowiednim zaprojektowaniu wypłat ze spółki można znacząco obniżyć obciążenia. W skrócie: omawiałem przypadek przedsiębiorcy na liniówce, który próbował przejść na ryczałt, ale nie przyniosło to dużych oszczędności. Dopiero przy spółce z o.o., dzięki takim elementom jak wynagrodzenie członka zarządu czy wynajem, udało się obniżyć podatki nawet o około 200 tys. zł rocznie.

Jest jednak spora grupa przedsiębiorców, którzy nie chcą korzystać z innych form wypłat niż dywidenda. I to jest w pełni zrozumiałe – dywidenda jest postrzegana jako najbezpieczniejszy sposób wypłaty środków ze spółki.

Problem polega na tym, że najbezpieczniejszy często oznacza najdroższy.

Spójrzmy na liczby.

Mamy spółkę, tzw. małego podatnika CIT, która płaci 9% podatku dochodowego. Następnie cały zysk wypłacany jest w formie dywidendy do wspólnika, co powoduje kolejne 19% podatku po stronie osoby fizycznej.

Przy dochodzie na poziomie 1,3 mln zł:
• najpierw płacimy CIT, 
• następnie podatek od dywidendy, 
• łączne obciążenia wynoszą ponad 340 tys. zł rocznie

Jeżeli porównamy to do jednoosobowej działalności, czy to na liniówce, czy na ryczałcie, okazuje się, że różnica jest niewielka, rzędu około 30 tys. zł na korzyść spółki. I umówmy się, to nie są oszczędności, które robią ogromne wrażenie przy tej skali działalności.

Dlatego w sytuacji, gdy ktoś wypłaca całość zysku wyłącznie w formie dywidendy, spółka z o.o. faktycznie może wydawać się rozwiązaniem kosztownym również podatkowo.

Dodatkowo, w przeciwieństwie do jednoosobowej działalności gospodarczej, nie daje takiej samej elastyczności w dysponowaniu środkami. W JDG możesz w praktyce swobodnie korzystać z pieniędzy firmy, natomiast w spółce wypłaty są bardziej sformalizowane i ograniczone do określonych mechanizmów – takich jak właśnie dywidenda.

Dodatkowo ta sytuacja z podwójnym opodatkowaniem dywidendy wygląda jeszcze gorzej w przypadku tzw. dużego (standardowego) podatnika CIT.

W uproszczeniu, jeżeli spółka przekracza określony poziom przychodów (ok. 2 mln euro rocznie), to zamiast 9% CIT zaczyna płacić 19% CIT. I wtedy robi się już naprawdę drogo.

Spójrzmy ponownie na liczby.

Przy dochodzie na poziomie 1,3 mln zł:
• sam CIT 19% to już prawie 250 tys. zł podatku
• następnie wypłacamy resztę w formie dywidendy i pojawia się kolejne 19%
• łączne obciążenie wynosi wtedy blisko 450 tys. zł rocznie

To więcej niż w przypadku jednoosobowej działalności na liniówce. I właśnie dlatego wielu przedsiębiorców, myśląc o przejściu na spółkę, automatycznie zakłada scenariusz: dywidenda + podwójne opodatkowanie. A to, jak widać, sprawia, że spółka z o.o. przestaje być atrakcyjna.

No dobrze, co więc można zrobić, jeżeli chcesz wypłacać środki ze spółki, zależy Ci na bezpiecznej formie (czyli dywidendzie), ale jednocześnie chcesz legalnie obniżyć podatek

Pierwszym bardzo ciekawym rozwiązaniem jest fundacja rodzinna.

To narzędzie stworzone przede wszystkim do gromadzenia i pomnażania majątku, które jednocześnie oferuje szereg preferencji podatkowych. Fundacja może m.in.:
• inwestować w akcje, udziały czy lokaty, 
• sprzedawać aktywa, 
• otrzymywać dywidendy – bez bieżącego podatku

Jak to wygląda w praktyce?
Wprowadzamy do struktury fundację rodzinną pomiędzy właścicielem (czyli Tobą) a spółką.
Efekt jest bardzo istotny – dywidenda ze spółki z o.o. do fundacji rodzinnej jest nieopodatkowana. Zamiast 19% mamy 0%. Podatek pojawia się dopiero wtedy, gdy wypłacasz środki z fundacji do siebie jako beneficjenta i wynosi 15%. To nadal mniej niż 19%, więc już na tym etapie masz oszczędność kilku punktów procentowych. A co najważniejsze – fundacja rodzinna to przede wszystkim wehikuł inwestycyjny.

Nie chodzi o to – i ja absolutnie do tego nie zachęcam – żeby wszystkie środki przenosić do fundacji rodzinnej i następnie wszystko z niej wypłacać. To byłoby trochę wypaczenie sensu tego rozwiązania.

Natomiast jak najbardziej można:
• część środków wypłacać sobie lub rodzinie – na elastycznych zasadach, 
• a dużą część reinwestować bez podatku

I właśnie w tym tkwi największa siła fundacji. Ja jestem dużym fanem liczb, bo uważam, że dobry doradca powinien dać klientowi pełną decyzyjność i pełny obraz sytuacji. Liczby są obiektywne i pokazują jasno, czy dane rozwiązanie ma sens.

Spójrzmy więc na przykład.
Mamy spółkę (małego podatnika CIT) która płaci 9% podatku od dochodu. Ten podatek pozostaje, ale kluczowa zmiana polega na tym, że dywidenda wypłacana do fundacji rodzinnej nie jest opodatkowana.

W efekcie całkowite obciążenia spadają do około 117 tys. zł, robi się zdecydowanie lżej. Jeżeli natomiast z jakiegoś powodu chcielibyśmy wypłacić całość środków z fundacji do siebie (co w praktyce rzadko ma miejsce), pojawia się 15% podatku. Mimo to nadal jest to mniej niż klasyczne 19% przy dywidendzie.

Na liczbach wygląda to bardzo konkretnie:
• wcześniej było około 341 tys. zł podatku
• teraz – nawet przy pełnej wypłacie – jesteśmy ponad 50 tys. zł do przodu

A pamiętajmy, że fundacja jest przede wszystkim po to, żeby reinwestować bez podatku, a nie wszystko od razu wypłacać. Co więcej, bardzo ciekawa jest sytuacja z zyskami z lat ubiegłych. Jeżeli spółka przez lata generowała zyski, których nie wypłacaliście (bo np. nie chcieliście płacić 19% podatku od dywidendy), to można ustanowić fundację rodzinną jako wspólnika i wypłacić do niej również te zaległe zyski – bez podatku.

To naprawdę robi różnicę.

Znam przypadek przedsiębiorcy, który przez lata akumulował zyski w spółce i uzbierał około 40 mln zł. I teraz wyobraź sobie różnicę zapłacić 19% od 40 mln, albo nie zapłacić podatku w ogóle przy wypłacie do fundacji. 


Drugim rozwiązaniem, które chciałbym Ci zaproponować, jest struktura holdingowa.

W uproszczeniu polega to na tym, że pomiędzy Tobą – jako właścicielem – a spółką operacyjną, która generuje zysk, wstawiamy drugą spółkę z o.o. (holding). Dzięki temu, podobnie jak w przypadku fundacji rodzinnej, dywidenda wypłacana ze spółki operacyjnej do holdingu może być nieopodatkowana.

Trzeba jednak spełnić pewne warunki. Najważniejsze z nich to:
• holding musi posiadać co najmniej 10% udziałów w spółce operacyjnej, 
• utrzymywać je przez minimum 2 lata

Ktoś może powiedzieć w porządku, ale przecież dalej mamy ten sam problem – przy wypłacie dywidendy z holdingu do mnie pojawi się 19% podatku. I to jest prawda.

Natomiast warto spojrzeć na to szerzej. Tego typu struktury są standardem w dużych organizacjach. Wystarczy spojrzeć na międzynarodowe korporacje, mamy osobne spółki operacyjne w różnych krajach, a nad nimi spółkę holdingową, która zbiera dywidendy.

Taki holding pełni funkcję swego rodzaju skarbonki:
• gromadzi środki, 
• pozwala je reinwestować, 
• często w bardziej bezpieczne lub pasywne aktywa. 

Rozdzielenie działalności operacyjnej od inwestycyjnej ma duży sens, nie tylko podatkowy, ale też biznesowy i organizacyjny. Dodatkowo przy ewentualnej sprzedaży biznesu taka struktura jest znacznie bardziej elastyczna i łatwiejsza do uporządkowania.

To rozwiązanie zostawiam Ci do rozważenia.

Przejdźmy do trzeciej opcji, która jest mniej oczywista, bo dotyczy dywidendy, ale jednocześnie zachęca do tego, żeby część zysku zostawić w spółce.

Chodzi o tzw. ulgę z art. 15cb ustawy o CIT, czyli hipotetyczne koszty od kapitału własnego.

W dużym uproszczeniu działa to tak, jeżeli zatrzymujesz zysk w spółce (np. przekazujesz go na kapitał zapasowy), możesz rozpoznać dodatkowy koszt podatkowy, liczony jako iloczyn:
stopy referencyjnej NBP powiększonej o 1 punkt procentowy oraz kwoty zatrzymanego zysku. 

To jest w praktyce wirtualny koszt, który obniża Twój dochód do opodatkowania, mimo że nie ponosisz realnego wydatku. Czyli innymi słowy zostawiasz pieniądze w spółce i jednocześnie płacisz niższy podatek.

Jest to zawsze dodatkowy plus, bo jeżeli możesz rozpoznać nawet do 250 tys. zł takich darmowych kosztów podatkowych, to przekłada się to na realną oszczędność, w praktyce ponad 47 tys. zł rocznie.

W Tossa Tax przygotowujemy do tego konkretne kalkulacje, w Excelu, na liczbach, gdzie dokładnie
wyliczamy ile zysku zostało zatrzymane w spółce, jakie hipotetyczne odsetki przysługują i ile podatku można dzięki temu zaoszczędzić. 

To rozwiązanie jest o tyle atrakcyjne, że nie wymaga trwałego zamrożenia środków. Wystarczy zatrzymać zysk w spółce przez 3 lata. Co więcej, ten pracujący kapitał działa trochę jak lokata
koszt podatkowy powstaje w roku zatrzymania zysku, ale również w dwóch kolejnych latach. 

Czyli jeden dobry rok, w którym zatrzymasz większy zysk, może dawać korzyści podatkowe przez 3 lata w postaci niższego CIT albo nawet zwrotów po korektach.

A skoro jesteśmy przy zatrzymywaniu zysku i niewypłacaniu wszystkiego w formie dywidendy, to przejdźmy do czwartego rozwiązania, celowo zostawiłem je na koniec, bo jest najmocniejsze.
Mam na myśli estoński CIT.

I tutaj ciekawostka, estoński CIT jest paradoksalnie idealny zarówno dla tych, którzy:
• nie chcą wypłacać zysku
• jak i dla tych, którzy chcą wypłacać wszystko

Dlaczego?

Bo to model, w którym nie płacisz podatku dopóki nie wypłacasz zysku.

Na liczbach wygląda to bardzo prosto:
• spółka osiąga np. 1,3 mln zł dochodu
• jeżeli nic nie wypłacasz podatek wynosi 0 zł
• całość zostaje w spółce i może być reinwestowana. 

W praktyce oznacza to, że przy zatrzymywaniu zysku estoński CIT jest często jeszcze korzystniejszy niż ulga z art. 15cb, bo:
• nie ma limitu (jak 250 tys. zł), 
• nie ma częściowego kosztu, 
• tylko po prostu brak opodatkowania

Oczywiście, nie jest to rozwiązanie idealne w każdej sytuacji. W estońskim CIT pojawiają się mechanizmy takie jak ukryte zyski,  czy wydatki niezwiązane z działalnością, które mogą generować podatek. Natomiast w praktyce są to najczęściej ułamki obciążeń, które występowałyby przy klasycznym CIT 9% lub 19%.

Pokazywałem to nawet na przykładzie dużej firmy produkcyjnej, gdzie przy bardzo wysokich obrotach estoński CIT pozwolił wygenerować ogromne oszczędności podatkowe. I to jest właśnie jego największa siła, jest potężnym boosterem dla tych, którzy zatrzymują zysk w spółce i go reinwestują.

Ale co ważne, jeżeli mimo wszystko chcesz wypłacać cały zysk w formie dywidendy, tak jak w klasycznej spółce, to estoński CIT nadal może być bardzo korzystny.

Spójrzmy na liczby.

W estońskim CIT działa specjalny mechanizm, który pozwala odliczyć część podatku zapłaconego przez spółkę od podatku od dywidendy. Dzięki temu efektywne opodatkowanie jest wyraźnie niższe niż w klasycznym modelu.

Dla tzw. małego podatnika:
• efektywne opodatkowanie CIT + PIT wynosi około 20%
• przy dochodzie 1,3 mln zł daje to około 260 tys. zł obciążeń

Dla porównania w klasycznej spółce:
• 9% CIT + 19% PIT, 
• łącznie około 342 tys. zł podatku

Różnica? Około 80 tys. zł oszczędności rocznie, przy założeniu wypłaty całego zysku dywidendą.

Jeszcze większa różnica pojawia się przy dużym podatniku (19% CIT):
• w estońskim CIT efektywne opodatkowanie to około 25%
• czyli w naszym przykładzie około 325 tys. zł

Natomiast w klasycznym modelu:

• efektywne opodatkowanie przekracza 34%
• co daje blisko 450 tys. zł obciążeń

Tutaj oszczędność wynosi już ponad 120 tys. zł rocznie.

I to cały czas przy założeniu, że wypłacasz wszystko w formie dywidendy, czyli wybierasz najbezpieczniejszy sposób wypłaty.

Podsumowując: klasyczna dywidenda w zwykłej spółce z o.o. bardzo często jest po prostu nieopłacalna. Podwójne opodatkowanie (CIT + PIT) sprawia, że całkowite obciążenia robią się bardzo wysokie i to właśnie tutaj pojawia się największe pole do optymalizacji.

Klasyczna dywidenda może być więc nawet droższa niż jednoosobowa działalność gospodarcza.
Jeżeli jednak nadal chcesz wypłacać środki ze spółki właśnie w formie dywidendy, czyli najbezpieczniejszej formy wypłaty zysku, warto rozważyć cztery rozwiązania:
• fundację rodzinną,
• strukturę holdingową,
• zatrzymanie części zysku i skorzystanie z ulgi na hipotetyczne odsetki
estoński CIT.

Każde z nich może sprawić, że wypłata zysku będzie znacznie korzystniej opodatkowana, w niektórych przypadkach nawet na poziomie 0%.

Jeżeli interesuje Cię któreś z tych rozwiązań, nie wdrażaj go samodzielnie. Każde wymaga dokładnej analizy i odpowiedniego przygotowania.

Mam nadzieję, że ten materiał był dla Ciebie pomocny i że zanim wypłacisz zysk ze spółki, czy to z lat poprzednich, czy z bieżącego roku, szczególnie podejmując decyzję o jego podziale do końca czerwca, rozważysz te możliwości i wybierzesz rozwiązanie najlepiej dopasowane do Twojej sytuacji.