Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:
Właśnie rozliczyłeś 2025 rok i masz poczucie że zapłaciłeś wysokie podatki, a może denerwują Cię składki ZUS i składka zdrowotna? W tym wpisie pokażę Ci cztery praktyczne rozwiązania, które pozwalają obniżyć podatki i nie płacić daniny solidarnościowej – podatku dla chętnych.
Dzisiaj krótko opowiem Ci, czym jest danina solidarnościowa i jak można jej uniknąć.
Dlaczego skupiam się właśnie na niej, a nie ogólnie na podatkach? Z mojej praktyki wynika, że danina solidarnościowa działa trochę jak krosty przy ospie. Sama w sobie nie jest największym problemem, ale jest wyraźnym sygnałem, że coś w organizmie (czyli w Twoich podatkach) nie działa optymalnie.
Spójrzmy na to realistycznie – sama kwota daniny solidarnościowej nie jest zazwyczaj bardzo wysoka w porównaniu do innych podatków, które płacisz. Natomiast jej pojawienie się oznacza, że
Twoje dochody są opodatkowane w sposób, który często można zoptymalizować – i to legalnie oraz stosunkowo prosto. Dlatego właśnie często mówi się, że danina solidarnościowa to „podatek dla chętnych”. Nie dlatego, że jest dobrowolna, tylko dlatego, że w praktyce płacą ją głównie osoby, które nie znają dostępnych rozwiązań.
Jeszcze jedna ciekawostka z mojej praktyki. Tak naprawdę nie spotkałem przedsiębiorcy, który płacił daninę solidarnościową i po przedstawieniu mu konkretnych wyliczeń nie był w stanie uzyskać bardzo istotnych korzyści podatkowych dzięki wdrożeniu odpowiednich rozwiązań.
Jeżeli ktoś tej daniny nie płaci, bo po prostu nie osiąga dochodów powyżej miliona złotych, to często proponowane zmiany, np. przejście z jednoosobowej działalności na spółkę, są rozwiązaniami na granicy. Korzyść oczywiście jest, ale bywa, że nie jest na tyle duża, żeby uzasadnić dodatkowe koszty, takie jak obsługa prawna, doradztwo czy wyższa księgowość.
Natomiast w momencie, gdy przedsiębiorca zaczyna płacić daninę solidarnościową, sytuacja zmienia się diametralnie. Wtedy korzyści podatkowe są na tyle duże (nie tylko z samego uniknięcia tej daniny, ale też z ogólnego obniżenia obciążeń), że w praktyce przedsiębiorcy decydują się na wdrożenie proponowanych rozwiązań.
Zanim jednak przejdziemy do tego, jak jej uniknąć, warto krótko zrozumieć, skąd ona się bierze i jak działa jej konstrukcja. Dzięki temu dużo łatwiej będzie zobaczyć, co konkretnie można zrobić, żeby jej nie płacić.
Z czego wynika danina solidarnościowa?
Daninę solidarnościową płaci się od określonych źródeł dochodu. Sama stawka wynosi 4% od nadwyżki ponad 1 mln zł dochodu.
Podstawę do jej obliczenia stanowią przede wszystkim dochody z kilku głównych źródeł:
• dochody opodatkowane według skali podatkowej, czyli np. wynagrodzenie z umowy o pracę.
• dochody z działalności gospodarczej opodatkowanej liniowo (19% PIT), czyli tzw. liniówka.
• dochody kapitałowe, np. ze sprzedaży akcji czy innych instrumentów finansowych.
• dochody z tzw. zagranicznej jednostki kontrolowanej (CFC). To jednak zdecydowanie rzadszy i bardziej niszowy przypadek, dlatego w tym materiale nie będziemy się na nim skupiać.
Podatek liniowy a ryczałt
W praktyce to właśnie trzy pierwsze źródła najczęściej powodują, że pojawia się obowiązek zapłaty daniny solidarnościowej. Skupmy się więc na tym, co najczęstsze, czyli na liniówce, bo to ona bardzo często wpycha przedsiębiorców w daninę solidarnościową. Prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą i wybrałeś podatek liniowy najczęściej dlatego, że masz wysokie przychody, ale też relatywnie wysokie koszty.
Spójrzmy na przykład.
Nasz przedsiębiorca osiąga przychody na poziomie około 4 mln zł rocznie, przy kosztach przekraczających 2,5 mln zł. Ostatecznie daje to dochód rzędu 1,3 mln zł. Płaci pełne składki ZUS. Dla uproszczenia założyłem brak dodatkowych odliczeń czy ulg, pomijamy też symboliczne odliczenia składek. Sama składka zdrowotna jest już istotna i wynosi około 64 tys. zł rocznie.
Ponieważ dochód przekracza 1 mln zł, pojawia się obowiązek zapłaty daniny solidarnościowej w wysokości 4% od nadwyżki. W tym przypadku to około 300 tys. zł podstawy, co daje mniej więcej 50 tys. zł dodatkowego obciążenia.
Łącznie przedsiębiorca płaci:
• około 240 tys. zł podatku,
• całkowite obciążenia (podatki + składki) sięgają blisko 380 tys. zł rocznie.
I teraz najważniejsza obserwacja.
Sama danina solidarnościowa to tylko około 50 tys. zł. Dlatego wielu przedsiębiorców ją bagatelizuje. Traktują ją jak coś dodatkowego, co po prostu trzeba zapłacić i tyle. Natomiast w rzeczywistości jest to sygnał ostrzegawczy, że cała struktura podatkowa może być daleka od optymalnej.
I właśnie tutaj dochodzimy do kluczowego momentu, to jest dopiero początek sygnału, że warto wprowadzić zmiany w swojej działalności.
Pierwszym, najprostszym sposobem na uniknięcie daniny solidarnościowej jest zmiana formy opodatkowania na ryczałt. Dlaczego? Ponieważ przychody opodatkowane ryczałtem nie wchodzą do podstawy daniny solidarnościowej. Oznacza to, że nawet jeśli przekraczasz milion złotych przychodu, to nie powoduje to automatycznie obowiązku zapłaty tej daniny.
Ryczałt ma szczególny sens w sytuacji, gdy:
• masz niskie koszty działalności, ponieważ opodatkowaniu podlega sam przychód,
• gdy możesz zastosować relatywnie niską stawkę ryczałtu.
Stawki ryczałtu są zróżnicowane: od około 3% do 17%. I tu pojawia się kluczowa kwestia, jeżeli Twoja działalność podlega stawkom na poziomie 14–17%, to w wielu przypadkach ryczałt traci swoją atrakcyjność, szczególnie przy większej skali biznesu. Natomiast jeżeli masz możliwość zastosowania stawki 8,5%, która jest bardzo kusząca (i przez to często nadużywana), to wtedy ryczałt może być realną alternatywą i sposobem na ograniczenie zarówno podatków, jak i samej daniny solidarnościowej.
Jest to też najprostsze rozwiązanie, bo w praktyce nie wymaga dużych zmian organizacyjnych. Wystarczy na początku roku (do 20 lutego) zmienić formę opodatkowania z liniówki na ryczałt. Natomiast w praktyce to rozwiązanie bardzo często okazuje się nieskuteczne.
Spójrzmy na nasz przykład. Przedsiębiorca ma wysokie koszty, bo ponad 2,5 mln zł rocznie. Nawet zakładając optymistycznie, że może skorzystać z niskiej stawki 8,5% ryczałtu, oszczędności podatkowo-składkowe wynoszą około 6 tys. zł rocznie. Przy tej skali działalności są to po prostu pomijalne kwoty.
I to jest częsty scenariusz. Wielu przedsiębiorców:
• nie ma prawa do niskiej stawki ryczałtu ze względu na charakter działalności,
• ma na tyle wysokie koszty, że opodatkowanie przychodu zamiast dochodu przestaje być korzystne.
W efekcie po przeliczeniu wszystkiego w kalkulatorze okazuje się, że ryczałt wcale się nie opłaca, mimo że na pierwszy rzut oka wygląda atrakcyjnie.
Jednoosobowa działalność gospodarcza a spółka
Mamy omówione pierwsze rozwiązanie. Przejdźmy teraz do drugiego, które jest zdecydowanie bardziej uniwersalne. Mam na myśli zamianę jednoosobowej działalności gospodarczej na spółkę, a konkretnie na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.
Dlaczego akurat spółka z o.o., a nie np. jawna czy komandytowa? W praktyce podatkowej największy sens mają przede wszystkim spółka z o.o. oraz w niektórych przypadkach spółka komandytowa. W tym materiale skupiam się jednak na spółce z o.o., ponieważ ma ona kilka bardzo istotnych przewag.
Po pierwsze, jeżeli nie jesteś jedynym wspólnikiem, nie powstaje obowiązek opłacania składek ZUS.
Po drugie, sama konstrukcja spółki z o.o. pozwala ograniczyć odpowiedzialność prawną i biznesową, co dla wielu przedsiębiorców ma duże znaczenie.
Oczywiście spółka komandytowa również może mieć sens, szczególnie jeśli zależy Ci na częstych i elastycznych wypłatach zysku. Trzeba jednak pamiętać, że w takim modelu wspólnicy płacą pełen ZUS. Dlatego w praktyce wielu przedsiębiorców i tak wybiera spółkę z o.o.
Przejdźmy do naszego przykładu. Mamy tego samego przedsiębiorcę:
• przychody na poziomie około 4 mln zł,
• koszty około 2,5 mln zł,
• dochód około 1,3 mln zł.
W tym wariancie działa on już w formie spółki z o.o. Razem z partnerką są w zarządzie i wspólnie prowadzą sprawy spółki. Każde z nich pobiera wynagrodzenie członka zarządu w wysokości 120 tys. zł rocznie. Dzięki temu korzystają z opodatkowania według skali podatkowej, gdzie, przy tej kwocie, efektywne obciążenie wynosi około 9% (uwzględniając kwotę wolną 30 tys. zł oraz składkę zdrowotną).
Co istotne, takie wynagrodzenie członka zarządu stanowi koszt podatkowy spółki. Oznacza to, że mimo iż członek zarządu płaci podatek według skali (w tym przykładzie efektywnie około 9%), to jednocześnie spółka:
• obniża swój dochód o wypłacone wynagrodzenie (łącznie 240 tys. zł),
• tym samym płaci niższy CIT.
W praktyce wygląda to tak, że spółka, która płaci 9% CIT, oszczędza podatek właśnie od tej kwoty wynagrodzenia. W efekcie te obciążenia częściowo się znoszą. Dlatego można powiedzieć, że realne, efektywne obciążenie takiego wynagrodzenia sprowadza się w dużej mierze do składki zdrowotnej (9%), a nie pełnego opodatkowania, które na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać wyższe. No i teraz zobacz, jak duża robi się różnica.
Mamy około 9% efektywnego opodatkowania, podczas gdy na liniówce mamy:
• 19% PIT,
• składkę zdrowotną,
• dodatkowo 4% daniny solidarnościowej.
Już na tym etapie widać, że różnice zaczynają być naprawdę znaczące.
W naszym przykładzie nie występują składki ZUS. Przedsiębiorca świadomie tak ułożył strukturę wypłat ze spółki z o.o., aby ich nie płacić. I to jest kluczowe – samo bycie wspólnikiem spółki z o.o., pod warunkiem że nie jesteś jedynym wspólnikiem, powoduje, że nie masz obowiązku opłacania ZUS. W efekcie składki wynoszą tutaj zero.
Dodatkowo w tym przykładzie pojawia się jeszcze jeden ciekawy element. Przedsiębiorca posiadał prywatnie działki, które mógł wydzierżawić spółce, a spółka faktycznie ich potrzebowała w działalności.
Ustaliliśmy rynkowe wynagrodzenie za dzierżawę tych działek na poziomie 100 tys. zł rocznie. Co istotne, opodatkowanie takiej prywatnej dzierżawy jest bardzo korzystne i wynosi 8,5% do kwoty 100 tys. zł. W tym przypadku idealnie mieszczymy się w tym limicie, więc podatek wynosi jedynie 8,5 tys. zł rocznie. To pokazuje, jak przy odpowiednim ułożeniu struktury można przenosić część dochodu do bardziej efektywnie opodatkowanych źródeł.
I co się dzieje dalej?
Dzięki takiej strukturze przedsiębiorca wyciąga ze spółki około 340 tys. zł rocznie, a w samej spółce zostaje jeszcze około 960 tys. zł zysku. Od tej kwoty spółka płaci oczywiście swój CIT, ale nie występuje już danina solidarnościowa.
Łączne obciążenia wynoszą w tym modelu około 138 tys. zł rocznie.
Dla porównania, przypomnę, na jednoosobowej działalności niezależnie od tego, czy pieniądze były inwestowane, czy zostawały w firmie, czy były konsumowane na bieżąco, łączne obciążenia wynosiły prawie 380 tys. zł. Tutaj mamy więc ponad 200 tys. zł oszczędności rocznie.
I co ważne, ten przedsiębiorca wcale nie miał ekstremalnie wysokiego dochodu. To nie było kilka milionów zysku. Dochód wynosił około 1,3 mln zł, czyli tylko nieznacznie przekraczał próg daniny solidarnościowej. W praktyce to właśnie te dodatkowe kilkaset tysięcy powodowało wejście w 4% daninę, a jednocześnie otwierało przestrzeń do tak dużej optymalizacji.
Natomiast właśnie w tym momencie pojawił się jasny sygnał, że jednoosobowa działalność gospodarcza w jego przypadku jest po prostu nieoptymalna. Już przy stosunkowo prostym zaprojektowaniu struktury wypłat w spółce z o.o. udało się osiągnąć oszczędności rzędu około 200 tys. zł rocznie.
Spółka na estońskim CIT
Trzecim rozwiązaniem, które chciałbym Ci zaproponować, żeby uniknąć daniny solidarnościowej i jednocześnie znacząco obniżyć podatki, jest spółka na estońskim CIT. To bardzo korzystny model opodatkowania. W dużym uproszczeniu polega on na tym, że spółka nie płaci podatku dochodowego dopóki nie wypłaca zysku.
Wracając do naszego przykładu – nawet po wypłacie wynagrodzenia dla członków zarządu i po dzierżawie działek, w spółce na koniec roku pozostaje około 960 tys. zł zysku.
Nasz przedsiębiorca przyjął podejście, że:
• około 340 tys. zł rocznie w zupełności mu wystarcza,
• resztę chce reinwestować w rozwój biznesu.
I właśnie w takiej sytuacji estoński CIT daje największą przewagę.
Jeżeli spółka osiąga dochód na poziomie 960 tys. zł i nie wypłaca dywidendy, to podatek CIT wynosi 0 zł. W efekcie całkowite obciążenia spadają z około 140 tys. zł (w klasycznej spółce z o.o.) do nieco ponad 50 tys. zł rocznie.
Zobacz skalę różnicy:
• na JDG było to około 380 tys. zł,
• na zwykłej spółce z o.o. około 140 tys. zł,
• a na estońskim CIT około 52 tys. zł.
To jest ogromny przeskok i bardzo realne oszczędności.
W tym miejscu chciałbym Cię jednak uczulić na jedną bardzo ważną rzecz. Estoński CIT nie jest rozwiązaniem dla każdego. Przed wdrożeniem trzeba sprawdzić, czy Twoja spółka w ogóle spełnia warunki wejścia w ten model. Dodatkowo trzeba uważać na tzw. ukryte zyski, czyli różnego rodzaju transakcje pomiędzy Tobą a spółką, które mogą podlegać opodatkowaniu.
Nie oznacza to oczywiście, że każda taka transakcja automatycznie jest ukrytym zyskiem, ale wymaga to analizy. Dlatego nie warto robić tego samodzielnie bez odpowiedniego przygotowania.
Natomiast celem tego przykładu było pokazanie jednej rzeczy: trzecie rozwiązanie, czyli spółka na estońskim CIT, nie tylko pozwala uniknąć daniny solidarnościowej, ale może dodatkowo obniżyć opodatkowanie nawet o kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.
Jeżeli zastanawiasz się nad przejściem z jednoosobowej działalności gospodarczej na spółkę skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.
Skala podatkowa
Zostawmy temat liniówki i spółek. Przejdźmy do kolejnego źródła, które może powodować obowiązek zapłaty daniny solidarnościowej, czyli dochody opodatkowane według skali podatkowej.
W praktyce jednak bardzo rzadko spotyka się przedsiębiorców, którzy osiągają dochody na poziomie miliona złotych rocznie i więcej, a jednocześnie rozliczają się na skali podatkowej. W większości przypadków przy takich poziomach dochodów przedsiębiorcy wcześniej przechodzą na inne formy opodatkowania, które są po prostu bardziej efektywne.
Umówmy się – byłoby to po prostu samobójstwo podatkowe.
Przy takich dochodach większość trafiałaby w drugi próg, czyli 32% podatku, do tego dochodzi 9% składki zdrowotnej, a na końcu jeszcze 4% daniny solidarnościowej. Dlatego w praktyce osoby, które osiągają wysokie dochody opodatkowane skalą podatkową, to najczęściej nie przedsiębiorcy, tylko pracownicy. Bardzo często są to osoby zatrudnione w dużych korporacjach, gdzie obowiązuje określona polityka, tj. muszą być zatrudnione na umowie o pracę.
Nie mają więc możliwości przejścia na B2B, założenia działalności i fakturowania. Muszą funkcjonować jako pracownicy, nawet jeśli zarabiają bardzo dużo.
W efekcie:
• płacą wysoki ZUS,
• wysoką składkę zdrowotną,
• 32% podatku,
• dodatkowo daninę solidarnościową.
I niestety w wielu przypadkach tak po prostu wygląda ich rzeczywistość podatkowa.
Pojawia się pytanie czy w takiej sytuacji da się coś zrobić, żeby jednak tej daniny solidarnościowej nie płacić? Otóż tak. I to zarówno z perspektywy pracownika, jak i pracodawcy.
Bardzo ciekawym i coraz popularniejszym rozwiązaniem, szczególnie w spółkach z kapitałem zagranicznym, np. amerykańskim, jest tzw. ESOP (Employee Stock Option Plan).
Na czym to polega? W dużym uproszczeniu pracownik otrzymuje możliwość nabycia w przyszłości akcji lub udziałów spółki, albo po prostu dostaje je bezpośrednio. Kluczowe jest to, że sam moment przyznania opcji lub otrzymania akcji co do zasady nie jest opodatkowany.
I teraz najważniejsze, jeżeli część wynagrodzenia można przenieść z klasycznej wypłaty pieniężnej na akcje lub opcje, to obniżasz swój bieżący dochód opodatkowany skalą podatkową. A to oznacza, że istnieje realna szansa, żeby zejść poniżej progu 1 mln zł i uniknąć daniny solidarnościowej.
To rozwiązanie jest bardzo popularne w dużych korporacjach, szczególnie spółkach notowanych na giełdzie. Pracownicy, np. w firmach technologicznych, otrzymują nie tylko wynagrodzenie pieniężne, ale również część wynagrodzenia w akcjach.
I to ma dwie duże zalety.
Po pierwsze, zamiast dostać np. dodatkowe 20 tys. zł brutto, które byłyby opodatkowane 32% podatkiem, składką zdrowotną i daniną solidarnościową, pracownik dostaje akcje o tej wartości i nie traci od razu dużej części na podatkach.
Po drugie, te akcje mogą zyskiwać na wartości. Jeżeli pracownik je przetrzyma, to np. po kilku latach może sprzedać je z zyskiem, a wtedy dochód ze sprzedaży akcji jest opodatkowany 19% podatkiem od zysków kapitałowych, a nie 32%.
W efekcie ESOP nie tylko pomaga ograniczyć bieżące obciążenia, ale też daje potencjał budowania majątku w bardziej efektywny podatkowo sposób.
Oczywiście nie jest tak, że wdrożenie ESOP-u to prosta sprawa, szczególnie w Polsce. Część organów podatkowych prezentuje podejście, zgodnie z którym już samo przyznanie opcji, a nawet samo przystąpienie pracownika do programu (czyli uzyskanie potencjalnego prawa do akcji w przyszłości), może podlegać opodatkowaniu. Na szczęście sądy coraz częściej temperują takie podejście, a dobrze zaprojektowany ESOP pozwala osiągnąć bardzo duże korzyści.
Zyskują na tym obie strony:
• pracownik, bo otrzymuje realną korzyść majątkową bez natychmiastowego opodatkowania na poziomie nawet 50%,
• pracodawca, bo buduje większe zaangażowanie i lojalność zespołu.
Fundacja rodzinna
Przejdźmy teraz do ostatniego źródła i jednocześnie rozwiązania, które chciałbym omówić w kontekście daniny solidarnościowej, czyli fundacji rodzinnej.
Jak już wspominałem, dochody ze sprzedaży akcji czy udziałów mogą podlegać 4% daninie solidarnościowej. Jeżeli więc posiadasz większy portfel, np. z ESOP-u albo z własnych inwestycji i jego wartość rośnie powyżej miliona złotych, warto rozważyć właśnie to rozwiązanie. Dlaczego?
Po pierwsze, wniesienie akcji lub udziałów do fundacji rodzinnej jest neutralne podatkowo i relatywnie proste.
Po drugie, sprzedaż tych aktywów przez fundację również co do zasady nie podlega opodatkowaniu.
Podatek pojawia się dopiero na etapie wypłaty środków z fundacji do beneficjentów i wynosi zasadniczo 15%.
I co bardzo istotne:
• nie ma składki zdrowotnej,
• nie ma ZUS-u,
• nie ma daniny solidarnościowej.
Już na tym poziomie widać bardzo duże oszczędności.
Dodatkowo fundacja daje ogromną przewagę inwestycyjną. Może sprzedać akcje lub udziały bez podatku, a następnie reinwestować środki, kupując kolejne aktywa, również bez podatku. Dzięki temu możliwe jest ciągłe obracanie kapitałem i jego pomnażanie bez bieżącego opodatkowania, aż do momentu wypłaty środków. Bardzo popularne jest to rozwiązanie wśród pracowników, którzy przez lata otrzymują akcje pracownicze. Z czasem uzbiera się ich sporo, często o naprawdę dużej wartości.
W takiej sytuacji coraz częściej decydują się oni na założenie fundacji rodzinnej. My również pomagamy w takich procesach i mamy doświadczenie we współpracy z pracownikami dużych korporacji, którzy przenoszą swoje akcje i udziały właśnie do fundacji. W ten sposób dywersyfikują swój portfel inwestycyjny – sprzedają część akcji i mogą inwestować środki w inne aktywa.
Najważniejsze jest jednak to, że robią to bez bieżącego podatku i bez daniny solidarnościowej. Jest to rozwiązanie w pełni legalne i coraz bardziej powszechne wśród osób, które zgromadziły większy majątek w akcjach lub udziałach.


