Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:
Fundacje rodzinne z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Coraz więcej osób, w tym tysiące podatników, wykorzystuje je do optymalizacji i zabezpieczenia majątku – m.in. w obszarze nieruchomości, sprzedaży majątku czy wypłaty pieniędzy ze spółki. Jednocześnie fundacja rodzinna pozwala zadbać o sukcesję.
Niestety popularność fundacji rodzinnych ma również swoją ciemną stronę. W dobie AI, gotowych wzorów dostępnych w internecie oraz rosnącego zainteresowania tym obszarem coraz więcej osób, kancelarii i doradców, którzy nie mają odpowiedniego doświadczenia i wiedzy, oferuje zakładanie fundacji rodzinnych.
W efekcie obserwujemy bardzo dużo źle napisanych statutów fundacji rodzinnych, czyli dokumentów, które mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania fundacji. To właśnie statut określa, w jaki sposób fundacja rodzinna ma działać.
W tym artykule opowiem o najczęstszych błędach, jakie obserwujemy w statutach fundacji rodzinnych. Dzięki temu będziesz wiedzieć, na co zwracać uwagę i przed czym się ustrzec.
Serdecznie zapraszam do lektury.
Przejdźmy zatem do pierwszego błędu.
Błąd nr 1: bardzo rozbudowany akt założycielski
O co chodzi?
Akt założycielski to dokument, który często nie jest nawet przygotowywany przez doradcę czy radcę prawnego, ale przez notariusza. Jest on stosunkowo krótki. W dużym skrócie sprowadza się do tego, że ustanawia się fundację rodzinną o określonej nazwie.
Zaobserwowaliśmy jednak, że część kancelarii tworzy bardzo rozbudowane akty założycielskie, w praktyce przepisując do nich treść, która znajduje się już w statucie.
Czy jest to jakiś duży błąd? Prawdopodobnie nie.
Tylko po pierwsze – po co powielać treść, która znajduje się w statucie, skoro to właśnie statut jest tutaj najważniejszym dokumentem?
Po drugie, każda dodatkowa strona dokumentu sporządzanego przez notariusza może oznaczać wyższą opłatę, czyli taksę notarialną.
Brak doświadczenia w sporządzaniu statutów i wiedzy na temat fundacji rodzinnych może więc powodować, że klient płaci za dodatkowe strony aktu założycielskiego, których w rzeczywistości w ogóle nie potrzebuje. Czy jest to duży błąd? Myślę, że nie. Jest to jednak sytuacja, która dość dobrze pokazuje, że osoba przygotowująca dokument może nie do końca rozumieć, jak funkcjonuje fundacja rodzinna oraz jaka jest różnica pomiędzy aktem założycielskim a statutem.
Błąd nr 2: wewnętrzne sprzeczności w statucie
Ten błąd jest już trochę trudniejszy do wychwycenia. Nazywamy go wewnętrznymi sprzecznościami.
Przykładowo zdarzyło nam się kiedyś analizować statut, w którym było napisane, że fundacja rodzinna nie może przystępować do spółek osobowych. Jednocześnie kilka stron dalej znajdował się zapis, zgodnie z którym fundacja rodzinna może udzielać pożyczek spółkom osobowym, w których uczestniczy jako wspólnik.
Mamy więc sytuację, w której z jednej strony fundacja może udzielać pożyczek spółkom osobowym, w których jest wspólnikiem, a z drugiej strony statut zabrania jej przystępowania do takich spółek.
W jednym dokumencie pojawiają się więc dwie reguły, które wzajemnie się wykluczają.
To oczywiście tylko przykład, który zobaczyliśmy w naszej praktyce. Pokazuje jednak szerszy problem: statut powinien być jednolitym i spójnym dokumentem. Nie może wewnętrznie sobie przeczyć.
Oczywiście w statucie mogą znajdować się różne zasady. Może się również zdarzyć, że jedna zasada, na przykład dotycząca wypłaty świadczeń dla beneficjentów, będzie ważniejsza od innej.
Nie może jednak dojść do sytuacji, w której poszczególne postanowienia statutu są ze sobą sprzeczne.
Taka sytuacja może mieć poważne konsekwencje. Przykładowo może się okazać, że fundacja rodzinna nie zostanie zarejestrowana.
Problemy mogą pojawić się również później, kiedy będziemy chcieli wykorzystać fundację rodzinną w konkretny sposób. Załóżmy, że fundacja ma przystąpić do spółki osobowej. Czy takie rozwiązanie ma sens podatkowy, czy nie, to już jest zupełnie inna kwestia.
Jeżeli jednak w statucie znajdziemy zapis, zgodnie z którym fundacja może udzielać pożyczek spółkom osobowym, w których uczestniczy jako wspólnik, a jednocześnie zapis zabraniający fundacji przystępowania do spółek osobowych, pojawia się zasadnicze pytanie: Która z tych reguł jest ważniejsza?
I właśnie takich sytuacji w dobrze przygotowanym statucie należy unikać.
Warto więc zwrócić na to uwagę. Tutaj akurat może pomóc AI – można wykorzystać je chociażby do sprawdzenia, czy statut nie zawiera wewnętrznych sprzeczności.
Błąd nr 3: nieuregulowanie pożyczek dla beneficjentów
O co chodzi?
Przepis, a dokładniej art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej, jasno wskazuje, że fundacja rodzinna może wykonywać działalność gospodarczą m.in. w zakresie udzielania pożyczek spółkom kapitałowym, na przykład spółce z o.o. czy spółce akcyjnej, w których posiada udziały lub akcje, spółkom osobowym, w których jest wspólnikiem, oraz beneficjentom.
I jaki mam z tym problem?
Bardzo dużo kancelarii, a także gotowych wzorów statutów, zawiera po prostu przepisanie tego przepisu z ustawy, bez uregulowania, na jakich warunkach takie pożyczki mogą być udzielane. Nie ma na przykład zabezpieczenia, że pożyczki powinny być udzielane na warunkach rynkowych. Nie ma również uregulowania, kiedy wymagana jest zgoda na udzielenie takiej pożyczki i kto powinien jej udzielić. A pożyczki naprawdę mogą położyć taką fundację rodzinną.
Jeżeli będziemy masowo udzielać pożyczek z fundacji rodzinnej, bo przecież możemy, i przykładowo będziemy udzielać ich sobie jako beneficjentowi na bardzo niski procent, pojawiają się problemy podatkowe. W pewnym sensie otrzymujemy bowiem pieniądze z fundacji rodzinnej za darmo – przykładowo pożyczkę w wysokości 5 milionów złotych oprocentowaną na poziomie 0,5%.
Dlatego zwracam uwagę, że jeżeli w statucie ogólnie mówimy o możliwości udzielania pożyczek przez fundację rodzinną, warto wprowadzić odpowiednie postanowienia dotyczące tego, kiedy pożyczka może zostać udzielona, kto ma wyrazić na to zgodę oraz na jakich warunkach może być udzielana.
To są całkowite podstawy, które warto zawrzeć w takim statucie.
Błąd nr 4: majątek wspólny
Kolejna kwestia to majątek wspólny. Co do zasady wniesienie majątku do fundacji rodzinnej jest neutralne podatkowo. W innym wpisie, do którego serdecznie zapraszam, dużo dokładniej analizowałem kwestię wnoszenia nieruchomości do fundacji rodzinnej, ponieważ jest to znacznie bardziej skomplikowane, szczególnie jeżeli chodzi o VAT. Tutaj natomiast zwracam uwagę na inną kwestię: bardzo często do fundacji rodzinnej wnosimy majątek wspólny małżonków.
Załóżmy, że mąż wnosi majątek należący do majątku wspólnego. W takim przypadku ważne jest, aby odpowiednio uregulować kwestię zgody małżonka na wniesienie tego majątku wspólnego do fundacji rodzinnej. Jeżeli tego nie zawrzemy, najprawdopodobniej dobry notariusz powinien to wychwycić. Jeżeli jednak tego nie zauważy, może to spowodować, że zostaniemy wezwani do uzupełnienia dokumentacji, co dodatkowo przedłuży cały proces rejestracji fundacji rodzinnej, który i tak trwa już bardzo długo. W najgorszym przypadku wniesienie majątku na fundusz założycielski może być po prostu nieważne, a tego oczywiście chcielibyśmy uniknąć.
Błąd nr 5: nazwa fundacji rodzinnej i jej adres
Kolejny punkt dotyczy samej nazwy fundacji.
Fundacja rodzinna musi zawierać w nazwie słowa fundacja rodzinna. To jest oczywiste. Część osób decyduje się jednak na nazwę fundacji rodzinną od własnego imienia i nazwiska. Przykładowo, jeżeli nazywam się Wojciech Hałucha i chciałbym założyć fundację rodzinną, mogłaby ona nosić nazwę Fundacja Rodzinna Wojciecha Hałuchy.
Czy jest to błąd? Nie. Fundację można nazwać, jak się chce, oczywiście pod warunkiem zachowania wymaganych słów fundacja rodzinna.
Mam jednak pewien problem z takim rozwiązaniem. Warto przynajmniej poinformować klienta, że jeżeli nazwiemy fundację rodzinną swoim imieniem i nazwiskiem, będzie ona co do zasady znacznie łatwiejsza do zidentyfikowania niż fundacja o abstrakcyjnej nazwie.
Jeżeli założę fundację rodzinną pod nazwą Fundacja Rodzinna Kwadrat, to siłą rzeczy będzie ona trudniejsza do powiązania ze mną niż Fundacja Rodzinna Wojciecha Hałuchy
.
Niby nie jest to nic wielkiego, ale pamiętajmy, że fundacja rodzinna dotyczy naszego prywatnego lub firmowego majątku. Dlaczego więc wszyscy mają od razu wiedzieć, że posiadamy taką fundację?
To samo dotyczy adresu.
Jeżeli fundacja rodzinna jest zarejestrowana na nasz prywatny adres albo na adres spółki, w której mamy udziały czy jesteśmy prezesem zarządu, to również siłą rzeczy będzie ją znacznie łatwiej zidentyfikować i znaleźć.
Tutaj prawdopodobnie sprawdzą się stare i dobre rozwiązania w postaci wirtualnych adresów i wirtualnych biur. Nie kosztują one dużo, a dzięki nim fundacja rodzinna jest nieco trudniejsza do znalezienia. Co więcej, przynajmniej formalnie pokazuje to pewne uniezależnienie – my i fundacja rodzinna to przecież dwa różne byty.
Warto więc mieć tego świadomość.
Może chcecie zarejestrować fundację rodzinną pod swoim adresem domowym. Może chcecie nazwać ją swoim imieniem i nazwiskiem. W porządku. Ważne, żebyście mieli świadomość, że można zrobić to również inaczej i że może z tego płynąć określona korzyść.
Błąd nr 6: powtarzanie przepisów z ustawy
Kolejny błąd to, moim zdaniem, bardziej mini błąd niż poważne uchybienie. Chodzi o powtarzanie tekstów z ustawy w statucie.
Ustawa o fundacji rodzinnej zawiera mnóstwo różnych postanowień. Zaobserwowaliśmy, że szczególnie AI lubi dosłownie przepisywać ustawę do statutu.
Czy ma to sens? Nie.
Czy płacimy za to dodatkowe pieniądze u notariusza? Tak.
Czy może to pokazywać, że mocno bazowaliśmy na AI albo po prostu nie wiemy, o co chodzi, więc chcemy stworzyć wrażenie większego profesjonalizmu, bo statut ma wtedy 50 stron? Niestety tak.
Jeżeli więc w statucie znajduje się bardzo dużo powtórzeń przepisów ustawy, to również może być sygnał ostrzegawczy. Fajnie się przepisuje, ale znacznie ważniejsze jest to, żeby właściwie przemyśleć i uregulować zasady funkcjonowania konkretnej fundacji rodzinnej.
A Ty, drogi fundatorze i założycielu fundacji rodzinnej, ostatecznie musisz za te dodatkowe strony zapłacić.
Błąd nr 7: fundusz założycielski
A teraz jeden z najważniejszych błędów, które widzimy przy zakładaniu fundacji rodzinnej.
Chodzi mianowicie o fundusz założycielski.
Jeżeli spojrzymy na przepisy, fundusz założycielski musi wynosić 100 tysięcy złotych. My rekomendujemy, żeby praktycznie zawsze były to środki pieniężne.
Dlaczego?
Powodów jest kilka. Jeżeli chcemy wnosić przykładowo udziały lub akcje w spółce albo nieruchomości, to aby udowodnić, że to, co wnosimy, jest rzeczywiście warte 100 tysięcy złotych albo więcej, przydałaby się wycena.
Zwykle oświadczenie fundatora i na przykład najprostsza wycena, jakaś wycena bilansowa, powinny teoretycznie wystarczyć.
Tylko po co załączać dodatkowy dokument do sądu i tworzyć pytania, czy wycena jest prawidłowa, czy nie?
Dużo prościej jest założyć fundację rodzinną i wnieść do niej po prostu 100 tysięcy złotych w gotówce.
W praktyce chodzi o to, żeby oświadczyć, że te 100 tysięcy złotych zostało wniesione do fundacji. Nawet nie musi być to przelew. Następnie, w drugim akcie notarialnym, można w ramach darowizny wnieść do fundacji rodzinnej na przykład udziały.
Drugi akt nie jest już ściśle związany ze statutem założycielskim fundacji rodzinnej, więc nie musimy przedstawiać sądowi dodatkowych wycen, wnosząc w tym momencie po prostu udziały do fundacji rodzinnej. Jest to po prostu dużo prostsze.
To pierwszy powód.
Po drugie, nie powinno się wnosić pożyczek do fundacji rodzinnej, a tym bardziej na fundusz założycielski.
Nie chodzi nawet o to, czy taka pożyczka, a właściwie wierzytelność z tytułu pożyczki, jest odpowiednio dużo warta. Problem jest inny.
Fundacja rodzinna, jak wynika z przepisów, może udzielać pożyczek. Natomiast jeżeli fundacja rodzinna otrzymuje wierzytelność z tytułu pożyczki – czyli ktoś wcześniej udzielił pożyczki, a następnie prawo do jej spłaty zostaje przeniesione do fundacji rodzinnej – sytuacja podatkowa wygląda już inaczej.
I niestety obecnie mamy dużo wyroków sądów oraz interpretacji podatkowych, które są w tym zakresie negatywne.
W takiej sytuacji spłata pożyczki może nie być uznana za dozwoloną działalność fundacji rodzinnej korzystającą ze zwolnienia z podatku, lecz za działalność niedozwoloną, która podlega opodatkowaniu stawką aż 25%.
To kolejna rzecz, na którą zwracam uwagę: pożyczki i wierzytelności z tytułu pożyczek to co do zasady średni pomysł do wniesienia do fundacji rodzinnej, a tym bardziej na fundusz założycielski.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie powinniśmy wnosić do fundacji rodzinnej na fundusz założycielski czegoś więcej niż 100 tysięcy złotych w środkach pieniężnych.
Chodzi o art. 20 ustawy o fundacji rodzinnej. Zgodnie z nim:
Fundacja rodzinna nie może zwracać fundatorowi mienia wniesionego na pokrycie funduszu założycielskiego ani w całości, ani w części, chyba że ustawa stanowi inaczej.
Spoiler alert: ustawa stanowi inaczej zasadniczo w sytuacji, gdy fundacja rodzinna podlega likwidacji.
Jak rozumie się ten przepis, a przynajmniej tak rozumie go większość praktyków, to, co wnosimy na fundusz założycielski, jest zasadniczo niezwracalne. Fundator nie odzyska tych środków, chyba że fundacja rodzinna zostanie zlikwidowana.
I znowu: jeżeli wnosimy na fundusz założycielski nieruchomość, którą w przyszłości planujemy sprzedać, albo udziały, które również zamierzamy sprzedać, pojawia się pytanie, właśnie w kontekście art. 20, czy takie działanie jest w ogóle zgodne z prawem, czy jest prawnie możliwe i czy będzie skuteczne?
Jeżeli nie, mamy problem.
W fundacji rodzinnej znajduje się bowiem aktywo, które w pewnym sensie staje się dla nas bezwartościowe, ponieważ nie możemy go sprzedać.
Zdarzyło mi się widzieć na LinkedInie post, w którym ktoś chwalił się, że wniósł na fundusz założycielski mienie o wartości dziesiątek milionów złotych. Były to bodajże udziały.
Pomyślałem wtedy: fajnie, że masz takiego dużego klienta, ale z drugiej strony to w ogóle nie powinno znaleźć się na funduszu założycielskim. Takie aktywa powinny zostać wniesione później, w ramach darowizny.
Na fundusz założycielski włóżcie 100 tysięcy złotych i tyle.
To jedna z ważniejszych uwag w całym tym odcinku. Jeżeli masz zapamiętać tylko jedną rzecz, to proszę, zapamiętaj właśnie tę, bo jest turbo, turbo ważna.
Błąd nr 8: skrajne warunki dla beneficjentów i brak beneficjentów rezerwowych
Kolejny błąd, który obserwuję, to skrajne warunki dla beneficjentów oraz brak beneficjentów rezerwowych.
O co chodzi?
Beneficjenci fundacji rodzinnej to, w pewnym uproszczeniu, osoby, które mają określone uprawnienia związane z funkcjonowaniem fundacji. Można powiedzieć, że osoby zasiadające w zgromadzeniu beneficjentów mają prawo do podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących fundacji rodzinnej i mogą w praktyce wpływać na jej funkcjonowanie.
Najczęściej beneficjentami są fundatorzy, na przykład małżonkowie, a także ich dzieci – pod określonymi warunkami.
I właśnie tutaj często pojawia się problem.
W statutach fundacji rodzinnych obserwujemy, że w ogóle nie przewidziano scenariuszy awaryjnych. Co się stanie, jeżeli rodzice umrą jednocześnie z dziećmi? Co się stanie, jeżeli żadne z dzieci nie ukończy studiów, a ukończenie studiów było warunkiem uzyskania statusu beneficjenta?
Generalnie fundacja rodzinna jest wtedy ustanowiona dla jednego i drugiego pokolenia, czyli małżonków i dzieci, nic więcej. Albo ma tak sztywne zasady uzyskania statusu beneficjenta, że jeżeli w życiu wydarzy się coś nieprzewidzianego, istnieje duże prawdopodobieństwo, że fundacja rodzinna zostanie sparaliżowana.
Dlatego oczywiście jestem za tym, żeby warunki zostania beneficjentem były w jakiś sposób określone. To przecież fundatorzy decydują, kto będzie otrzymywał świadczenia i na jakich zasadach. To jest jak najbardziej w porządku.
Ważne jest jednak, żeby wykonać pewne ćwiczenie i przeanalizować różne scenariusze.
Co się stanie, jeżeli ten człowiek umrze? Co się stanie, jeżeli umrze kolejny? Co się stanie, jeżeli kilka osób umrze jednocześnie?
Czy w takiej sytuacji ktoś dalszy z rodziny automatycznie stanie się beneficjentem? Moim zdaniem również jest to w porządku, ponieważ dzięki temu majątek przynajmniej całkowicie nie przepada i nie zostaje zamrożony.
Można przecież zastosować różne mechanizmy. Przykładowo dalszy członek rodziny może zostać beneficjentem do czasu, aż dziecko spełni określony warunek, na przykład ukończy studia. Wtedy dalszy członek rodziny przestaje być beneficjentem, a jego miejsce zajmuje dziecko.
Mechanizmów może być wiele. Najważniejsze jest jednak to, żeby przewidzieć sytuacje, które mogą wydarzyć się w prawdziwym życiu.
Dlatego szczególnie uczulam przed bardzo sztywnymi zapisami, które w przypadku nieprzewidzianych wydarzeń rodzinnych mogą zamiast porządkować sytuację, doprowadzić do chaosu.
Błąd nr 9: wymóg zgody wszystkich członków zarządu lub wszystkich beneficjentów
Kolejny, również bardzo ważny błąd, to zapisy określające sytuacje, w których wymagana jest zgoda wszystkich członków zarządu albo wszystkich członków zgromadzenia beneficjentów.
Bardzo rzadko rekomenduję wprowadzanie takich wymogów. Dlaczego?
Wystarczy, że przy takim zapisie jeden członek zarządu albo jeden beneficjent nie wyrazi zgody, a cała fundacja rodzinna może zostać sparaliżowana.
Takie wymogi powinny być zarezerwowane wyłącznie dla najważniejszych decyzji dotyczących fundacji rodzinnej, na przykład potencjalnie dla decyzji o jej rozwiązaniu. Nie powinny natomiast dotyczyć bieżącego funkcjonowania fundacji. Jeżeli bowiem przy codziennym funkcjonowaniu fundacji wszyscy muszą wyrazić zgodę, wystarczy, że ktoś w rodzinie się pokłóci. Albo ktoś wyjedzie i stracimy z nim kontakt. W praktyce można sobie wyobrazić wiele różnych sytuacji – zresztą przeróżne historie już widzieliśmy.
I wtedy ponownie mamy paraliż fundacji rodzinnej.
Dlatego warto zapamiętać prostą zasadę: wymóg zgody wszystkich członków zarządu czy wszystkich beneficjentów jest najczęściej bardzo, bardzo złym pomysłem.
Błąd nr 10: używanie niezdefiniowanych pojęć
Ostatnim błędem, który często obserwujemy, jest używanie dziwnych, niezdefiniowanych pojęć, czyli takich, których znaczenie nie zostało w żaden sposób określone w statucie.
Klasycznym przykładem jest sytuacja, w której członek zarządu może zostać odwołany przez zgromadzenie beneficjentów z ważnych powodów, w szczególności w przypadku utraty zaufania do danego członka zarządu.
Problem polega na tym, że nie jest zdefiniowane, czym są ważne powody ani czym jest utrata zaufania.
W efekcie pozostawiamy bardzo duże pole do nadużyć. Wystarczy, że w rodzinie dojdzie do konfliktu. A jeżeli mówimy o dużych pieniądzach, to niestety w perspektywie czasu rodziny potrafią się poróżnić. Może się więc zdarzyć, że rodzeństwo połączy siły przeciwko innemu członkowi rodziny, na przykład wybranemu bratu zasiadającemu w zarządzie.
Jeżeli używamy tak niezdefiniowanych pojęć, mogą one być następnie naginane wbrew interesowi rodzinnego majątku, a przede wszystkim wbrew interesowi samej fundacji rodzinnej.
A przecież Ty, drogi fundatorze, właścicielu firmy, osobie, która chce przekazać swój majątek dzieciom, prawdopodobnie właśnie dlatego myślisz o fundacji rodzinnej, żeby w uporządkowany, zgodny i sprawiedliwy sposób zarządzać tym majątkiem oraz przekazać go kolejnym pokoleniom.
Takie niezdefiniowane pojęcia mogą niestety zrujnować bardzo dobry pomysł i bardzo dobre intencje.
Podsumowanie
Omówiliśmy dzisiaj bardzo dużo różnych błędów, które pojawiają się w statutach fundacji rodzinnych. Jeżeli już wysłałeś wniosek o rejestrację fundacji rodzinnej i widzisz taki błąd w swoim statucie, na szczęście statut można później zmienić.
Oczywiście wiąże się to z wizytą u notariusza, ale zdecydowanie lepiej zmienić statut niż przez lata funkcjonować na podstawie źle przygotowanego dokumentu.
Jeżeli natomiast zastanawiasz się nad fundacją rodzinną i chcesz zrobić to dobrze, tak, żeby fundacja rodzinna mogła działać przez wiele pokoleń, nie była blokowana przez wewnętrzne konflikty i rzeczywiście służyła temu, czemu ma służyć, czyli pomnażaniu rodzinnego majątku, serdecznie zapraszam do kontaktu.


