Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:

Cześć! W dzisiejszym odcinku omówimy sobie najważniejsze kwestie w zakresie podatku u źródła z perspektywy najnowszych objaśnień podatkowych.

Na samym początku krótkie przypomnienie dla tych, którzy w ogóle nie mają pojęcia, czym jest podatek u źródła.
Generalnie, jeśli jesteś polskim podatnikiem i dokonujesz płatności za granicę, czyli wypłacasz np. dywidendy, odsetki od kredytów, należności licencyjne, opłaty za używanie urządzeń przemysłowych czy usługi niematerialne, takie jak doradztwo lub reklama, masz obowiązek sprawdzić, czy ta płatność podlega podatkowi u źródła. Jeżeli tak, polski podatnik jest zobowiązany pobrać podatek u źródła i wpłacić go w Polsce, a także wypełnić odpowiednie deklaracje, zasadniczo raz w roku. Jeżeli tego nie zrobisz, mimo że podatek należy do odbiorcy zagranicznego, a nie do Ciebie, ponosisz ryzyko bardzo wysokich kar.
Dlatego jeśli nigdy wcześniej nie interesowaliście się podatkiem u źródła, a wypłacacie jakiekolwiek należności za granicę, odsetki, dywidendy, należności licencyjne czy usługi niematerialne, i to nie tylko do podmiotów powiązanych, warto się tym zainteresować.
To tyle wstępu.


Przejdźmy do krótkiego omówienia treści objaśnień podatkowych w zakresie podatku u źródła. Aby być precyzyjnym, objaśnienia z 3 lipca 2025 roku nie dotyczą wszystkich zagadnień związanych z podatkiem u źródła, lecz głównie klauzuli rzeczywistego właściciela dla celów podatku u źródła.
Dlaczego to ważne? Bo aby mieć prawo do niepobierania podatku u źródła lub pobierania go w niższej stawce niż podstawowa (np. zamiast 20% korzystasz z 5% na podstawie umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między Polską a krajem odbiorcy należności), odbiorca musi być rzeczywistym właścicielem należności.


Kiedy musi to wystąpić, w jaki sposób mamy to udowodnić oraz jakie wiążą się z tym ryzyka, tego wszystkiego dowiemy się właśnie z tych objaśnień.
No dobrze, ale dlaczego te objaśnienia są w ogóle dla Was ważne? Dlaczego przeczytać ten wpis? Przede wszystkim dlatego, że są to formalne objaśnienia podatkowe. Oznacza to, że zastosowanie się do ich treści zapewnia podatnikowi ochronę. Jeżeli postępujemy zgodnie z tym, co zostało w nich wskazane, ochrona ta jest zbliżona do tej, jaką daje interpretacja indywidualna,  a to jest bardzo istotne.


Po drugie, organy skarbowe i organy podatkowe w swojej praktyce przy kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, a także przy weryfikacji obowiązków w zakresie podatku u źródła kierują się objaśnieniami podatkowymi.


Co prawda, nie chodzi tu jeszcze o te konkretne objaśnienia, bo zostały one wydane dopiero niedawno, ale będą one z pewnością stosowane w przyszłości. W przeszłości funkcjonowały bowiem projekty objaśnień, czyli robocze dokumenty, które omawiały zagadnienia związane z podatkiem u źródła. Były to jednak jedynie projekty, które ostatecznie nigdy nie zostały oficjalnie opublikowane, a ich treść różniła się od finalnej wersji objaśnień. Co więcej, sam projekt nie miał żadnej mocy prawnej, nie był ustawą ani formalnym objaśnieniem. Mimo to organy podatkowe, w tym dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, powoływały się na niego w wydawanych interpretacjach indywidualnych. To pokazuje, jak bardzo podatek u źródła jest zagadnieniem kontrowersyjnym i problematycznym, do tego stopnia, że organy podatkowe odwoływały się do dokumentów, które formalnie nie miały żadnej mocy prawnej.
Upraszczając, skoro w przeszłości organy skarbowe opierały się na projektach objaśnień, które nie miały żadnej formalnej mocy, to tym bardziej obecnie będą respektować treść oficjalnych, formalnych objaśnień podatkowych, które taką moc już mają.
Warto też zwrócić uwagę na kontekst historyczny. Przepisy dotyczące podatku u źródła zostały istotnie zrewolucjonizowane od 2019 roku. Zmieniła się m.in. definicja rzeczywistego właściciela, czyli kluczowego pojęcia z perspektywy podatku u źródła. Jednocześnie od tamtego momentu zapowiadano wydanie objaśnień podatkowych, a zapowiedzi te trwały przez około sześć lat. Dopiero teraz objaśnienia faktycznie się ukazały. Rynek bardzo na nie czekał, co tylko pokazuje, jak skomplikowane i długo „przeleżane” w Ministerstwie Finansów było to zagadnienie.
Jakie mamy wnioski z tych objaśnień?

Podejdę  do tego naprawdę skrótowo, bo w internecie pojawiło się już mnóstwo artykułów na ten temat. Tak naprawdę spokojnie mogłoby powstać nawet 20 osobnych tekstów poświęconych wyłącznie tym objaśnieniom, temu, gdzie są one prawidłowe, a gdzie budzą wątpliwości. Ja wybiorę natomiast kilka kluczowych kwestii. A jeżeli po lekturze objaśnień nadal będziecie mieli wątpliwości dotyczące podatku u źródła, coś dalej będzie „zgrzytać”, to zapraszam do bezpłatnej konsultacji. 


Przechodząc do meritum: wniosek numer jeden, chyba dość oczywisty. Jakie są trzy przesłanki uznania podmiotu za rzeczywistego właściciela? Muszą być spełnione łącznie.
Po pierwsze, rzeczywisty właściciel otrzymuje należność dla własnej korzyści, niezależnie od tego, czy są to dywidendy, odsetki czy wynagrodzenie za usługi niematerialne.
Po drugie, nie jest zobowiązany do przekazania całości ani części tej należności innemu podmiotowi.


Po trzecie, prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą.
To są podstawowe cechy rzeczywistego właściciela oraz, co warto podkreślić,nie są to wnioski rewolucyjne. W objaśnieniach bardzo mocno podkreślono, że podmiot, którego prawo do dysponowania dochodem jest ograniczone obowiązkiem przekazania otrzymanej należności innemu podmiotowi, nie może zostać uznany za rzeczywistego właściciela.
Analizując, czy taki obowiązek istnieje, należy pamiętać, że musi on dotyczyć konkretnej otrzymanej płatności i być z nią bezpośrednio związany. Co istotne, zobowiązanie do przekazania dochodu nie musi oznaczać przekazania go w tej samej formie, w jakiej został uzyskany, np. może to być sytuacja, w której wypłata odsetek jest uzależniona od uzyskania dywidendy.
I teraz pojawia się kluczowe pytanie praktyczne jak udowodnić, że podmiot, któremu wypłacamy należność, nie ma obowiązku przekazania jej dalej i że faktycznie zatrzymuje ją „dla siebie”, mogąc swobodnie nią dysponować?
To jest realnie trudne, zwłaszcza w przypadku podmiotów będących częścią struktur holdingowych. Bardzo często mamy do czynienia z wypłatami do spółek zlokalizowanych w Luksemburgu, Holandii czy na Cyprze, które są elementem większych grup kapitałowych i przekazują środki dalej.
Jeżeli takie środki są przekazywane w relacji 1 do 1, trudno mówić o rzeczywistym właścicielu w rozumieniu przepisów o podatku u źródła.
Nawet same objaśnienia wskazują, jakie cechy mogą świadczyć o pośrednictwie i o tym, że dany podmiot nie otrzymuje należności dla własnej korzyści. Oczywiście spełnienie pojedynczych przesłanek nie przesądza jeszcze jednoznacznie, czy mamy do czynienia z rzeczywistym właścicielem, czy nie, ale są to elementy, na które organy podatkowe z pewnością będą zwracać uwagę. W szczególności chodzi o sytuacje, gdy podmiot realizuje niewielką marżę na przekazywanych płatnościach, nie wykazuje przychodu podatkowego z tytułu otrzymywanych należności, należności są przekazywane dalej w krótkich odstępach czasu, podmiot nie reinwestuje środków finansowych uzyskanych z otrzymanych należności, podmiot nie posiada innych źródeł dochodu lub środków, które pozwalałyby mu regulować zobowiązania, podmiot nie ponosi ryzyka ekonomicznego związanego z daną należnością.


To są przykładowe cechy, a naszym zadaniem, jako płatników, jest wykazanie, że nie występują one w odniesieniu do odbiorcy należności. Przykładowo, w jednej z analiz pokazywałem to w ten sposób, że ze sprawozdania finansowego wynikało, iż dywidenda otrzymywana przez podmiot w Luksemburgu nie była w całości wypłacana rok do roku i automatycznie przekazywana dalej do spółki wyżej w strukturze grupy kapitałowej. Część środków była przeznaczana na bieżącą działalność, część reinwestowana itd.


Takie informacje często można wykazać właśnie poprzez sprawozdania finansowe lub inne dokumenty księgowe, które pokazują realne wykorzystanie środków.
Wniosek numer dwa, który być może już wybrzmiał, a być może powinien wybrzmieć na samym początku, objaśnienia jednoznacznie wskazują, że dla należności licencyjnych, odsetek oraz dywidend powinien być spełniony warunek rzeczywistego właściciela. Oznacza to, że odbiorca tych należności powinien być rzeczywistym właścicielem. To jest o tyle kontrowersyjne, że w przeszłości pojawiały się wyroki, a także same polskie przepisy, które nie mówiły wprost, że w przypadku dywidendy odbiorca musi być rzeczywistym właścicielem. Szczególnie dotyczyło to właśnie dywidend.


Objaśnienia jednak jasno to przesądzają. W praktyce oznacza to, że wypłacając dywidendy musimy liczyć się z tym, że organy podatkowe będą oczekiwać wykazania statusu rzeczywistego właściciela po stronie odbiorcy. W konsekwencji musimy to badać, zbierać oświadczenia odbiorcy, że jest rzeczywistym właścicielem należności, ale także weryfikować to w inny sposób, przy pomocy dokumentów i analizy faktycznego modelu działania danego podmiotu.
Rzeczywisty właściciel to nie tylko podmiot, który otrzymuje należność dla własnej korzyści i nie jest prawnie ani faktycznie zobowiązany do jej przekazania dalej. To także podmiot, który posiada tzw. Substans, czyli substrat majątkowy.


Zwróćcie uwagę, że może to być zarówno spółka operacyjna, jak i holdingowa, ale musi ona dysponować realnym zapleczem jak personel, majątek, infrastruktura, tóre pokazuje, że nie jest „pustą wydmuszką”, lecz rzeczywiście funkcjonującym podmiotem gospodarczym.
I to jest jedna kwestia, ale zupełnie inną sprawą jest to, czy podmiot faktycznie zatrzymuje należność dla siebie, czy tylko przekazuje ją dalej. Może bowiem istnieć spółka w ramach holdingu produkcyjnego, posiadająca ogromne aktywa, zatrudniająca wielu pracowników i prowadząca realną działalność operacyjną, czyli mająca pełną substans. A jednocześnie może się zdarzyć, że otrzymuje ona od nas należności, np. odsetki, które niemal natychmiast przekazuje dalej.
Jeżeli takie środki są dalej przekazywane, np. do banku na Słowacji czy w innym kraju, pojawia się pytanie, czy taki podmiot rzeczywiście jest rzeczywistym właścicielem należności. W swojej praktyce miałem kiedyś sytuację, w której polska spółka wypłacała odsetki do dużej, produkcyjnej spółki budowlanej na Słowacji. Jednocześnie ta spółka słowacka przekazywała niemal te same środki dalej, do banku słowackiego. W praktyce odsetki były transferowane bardzo szybko. Sens tej transakcji był taki, że polska spółka nie była w stanie samodzielnie uzyskać finansowania na realizację inwestycji. Inna spółka z grupy pomogła jej, zaciągając kredyt i przenosząc koszty finansowania na spółkę córkę.


Pojawia się więc pytanie: czy spółka słowacka była rzeczywistym właścicielem otrzymywanych odsetek, skoro środki te w zasadzie od razu trafiały do banku? To jest sytuacja co najmniej kontrowersyjna, mimo że spółka ta niewątpliwie posiadała substancję.
Przejdźmy teraz do pojęcia substance, czyli tzw. substratu majątkowego. Co właściwie kryje się pod tym pojęciem?
Weryfikuje się m.in., czy zagraniczny odbiorca płatności:
– posiada własny majątek,
– dysponuje realnym biurem (w sensie materialnym),
– zatrudnia personel,
– ponosi koszty działalności, takie jak opłaty za media, prąd czy telefony,
– zatrudnia osoby zarządzające o odpowiednim doświadczeniu i wiedzy w zakresie realizowanych transakcji.


Często bowiem zdarza się, że spółki „wydmuszki” są formalnie zarządzane przez osoby przypadkowe, bez realnego doświadczenia, co może świadczyć o sztuczności struktury. Dodatkowo bada się, czy podmiot posiada własny kapitał, służący finansowaniu działalności, podejmuje samodzielnie i na własny rachunek czynności w obrocie gospodarczym oraz czy nie jest powiązany ze swoim właścicielem w taki sposób, że można go uznać jedynie za administratora dochodu, czyli podmiot powołany wyłącznie do dalszego przekazywania należności.
W praktyce cała ta analiza sprowadza się do jednego pytania: czy dany podmiot faktycznie prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą, czy jest tylko technicznym pośrednikiem w przepływie środków. W szczególności badamy bilans księgowy spółki, strukturę kosztów oraz faktycznie poniesione wydatki, liczbę zatrudnionych pracowników i ich kwalifikacje, a także zakres korzystania z pomieszczeń i wyposażenia, jakim spółka dysponuje. Analizowany jest również sposób zarządzania spółką, w tym realna możliwość wykonywania istotnych funkcji zarządczych w odniesieniu do posiadanego majątku.


I tutaj przechodzimy do kolejnego istotnego wniosku: jak duży „substans” i jaką rzeczywistą działalność gospodarczą powinny prowadzić spółki holdingowe. Mówimy o spółkach, które są w pełni legalne i dozwolone, ale których podstawowym celem jest gromadzenie środków i dalsze ich inwestowanie, a nie prowadzenie działalności produkcyjnej czy operacyjnej.
Objaśnienia wskazują wyraźnie, że dla spółek holdingowych stawiane są inne, niższe wymogi niż dla spółek operacyjnych. W ich przypadku substrat majątkowo-osobowy sprowadza się zasadniczo do doświadczonego personelu faktycznie zaangażowanego w działalność podmiotu.


Oznacza to, że członkowie zarządu rzeczywiście muszą wykonywać realne czynności w spółce, posiadać odpowiednią wiedzę ekspercką, a sama spółka powinna być wyposażona w podstawową infrastrukturę biurową. To brzmi oczywiście, ale w praktyce ma ogromne znaczenie.
Objaśnienia idą jednak dalej i wskazują, jakie okoliczności mogą świadczyć o braku rzeczywistego substratu, w szczególności w zakresie personelu. Przykładowo, problematyczne są sytuacje, gdy członkowie zarządu lub dyrektorzy są osobami pełniącymi swoje funkcje wyłącznie usługowo i wykonują te same czynności równolegle dla wielu innych podmiotów lub nie posiadają doświadczenia zawodowego w branży, w której formalnie działa spółka. Warto zwrócić też uwagę czy są rezydentami państwa siedziby spółki, a ich funkcja jest standardowo zapewniana przez kancelarię prawną. Innymi słowy, jeżeli mamy spółkę np. na Cyprze, a jej zarząd stanowi lokalna osoba „wynajęta” przez kancelarię tylko dlatego, że za to zapłaciliśmy, może to świadczyć o tym, że spółka jest pustą strukturą.


Brak rzeczywistego substratu może być również wskazywany przez takie okoliczności jak, np, brak jasno określonego zakresu obowiązków i kompetencji poszczególnych członków zarządu, zatrudnianie wyłącznie lub niemal wyłącznie personelu administracyjnego, zwłaszcza gdy spółka jednocześnie świadczy usługi na rzecz innych podmiotów, szeroki outsourcing kluczowych aspektów funkcjonowania spółki, korzystanie w dużym zakresie z usług powierniczych, podejmowanie kluczowych decyzji głównie w konsultacji z doradcami z innego kraju niż kraj siedziby spółki lub kraj prowadzenia inwestycji, w tym z doradcami podatkowymi. Jeżeli spółka formalnie istnieje, ale w praktyce wszystko jest outsourcowane, a sam podmiot nie wykonuje samodzielnie żadnych istotnych funkcji, może to świadczyć o tym, że jest ona w istocie „pusta” i nie prowadzi rzeczywistej działalności gospodarczej. Nie są to wnioski nowe, ale w kontekście np. wniosku o zastosowanie preferencji w zakresie podatku u źródła powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na to, aby wykazać, że prowadzimy rzeczywistą działalność gospodarczą i że wskazane wyżej negatywne cechy w naszym przypadku nie występują.


Na podstawie niniejszych objaśnień nie jest możliwe dowodzenie spełnienia warunków rzeczywistego właściciela w oparciu o wydzielony substrat majątkowo-osobowy w odniesieniu do podmiotu innego niż ten, do którego faktycznie została dokonana płatność. Przekładając to na prostszy język: wszystkie weryfikacje majątkowo-osobowe stosujemy ściśle do naszego odbiorcy płatności, twierdząc, że to on jest rzeczywistym właścicielem należności.
Jeżeli mamy do czynienia z pośrednictwem, np. rachunek bankowy należy do innego podmiotu, a formalnie wypłacamy należność do podmiotu A, podczas gdy rachunek należy do podmiotu B i próbujemy zastosować koncepcję look-through approach, polegającą na badaniu substratu majątkowo-osobowego nie bezpośredniego odbiorcy, lecz podmiotu „dalej w strukturze”, to na gruncie tych objaśnień takie podejście nie jest dopuszczalne. Nie oznacza to, że w ogóle nie można takiego podejścia stosować, ale omawiane objaśnienia odnoszą się zasadniczo do prostego modelu: jesteśmy w Polsce, wypłacamy należność do podmiotu A i weryfikujemy wyłącznie jego status rzeczywistego właściciela, w tym jego substrat majątkowo-osobowy bez dalszych konstrukcji pośrednich.


Kolejny ważny wniosek płynący z objaśnień dotyczy tego, że dla płatności z tytułu usług niematerialnych, takich jak usługi reklamowe czy doradcze, po stronie płatnika nie występuje obowiązek weryfikacji warunku rzeczywistego właściciela.
Jest to wprost wskazane w objaśnieniach i dotyczy zarówno sytuacji, gdy wartość usług wynosi 500 zł, jak i 5 mln zł, a także niezależnie od tego, czy usługi są nabywane od podmiotu powiązanego czy niepowiązanego.


W przypadku usług niematerialnych nie musimy badać statusu rzeczywistego właściciela, co jest bardzo dobrą wiadomością. Należy jednak dodać istotne zastrzeżenie: w dalszym ciągu, zwłaszcza przy usługach niematerialnych nabywanych od podmiotów niepowiązanych, wartość świadczeń musi być rynkowa, a podatnik musi posiadać dowody faktycznego wykonania tych usług. Jest to jednak kwestia odrębna od podatku u źródła, o której również nie można zapominać.
Kolejny wniosek wynikający z objaśnień, dość oczywisty, ale wyraźnie podkreślony, dotyczy sytuacji wypłat na rzecz podmiotów powiązanych. W takich przypadkach konieczne jest zbadanie wszystkich okoliczności, które mogą mieć wpływ na kwalifikację danego podmiotu jako rzeczywistego właściciela.


Oznacza to, że przy wypłatach do podmiotów powiązanych nie jest wystarczające samo uzyskanie oświadczeń czy certyfikatów rezydencji. Konieczna jest weryfikacja innych dostępnych dokumentów potwierdzających spełnienie każdego elementu definicji rzeczywistego właściciela. Dopiero wówczas można mówić o posiadaniu przez płatnika wiedzy, która nie uzasadnia przypuszczenia, że istniały okoliczności wykluczające możliwość zastosowania preferencji podatkowej.


Są to przykładowe umowy potwierdzające posiadanie substratu majątkowo-osobowego, a także sprawozdania finansowe świadczące o władztwie ekonomicznym nad otrzymanymi należnościami. Czyli, jeżeli wypłacamy należności, takie jak odsetki, należności licencyjne czy dywidendy, do podmiotów powiązanych, to po naszej stronie występuje znacznie podwyższony standard należytej staranności. Musimy bardzo dokładnie zbadać, czy dany podmiot rzeczywiście jest rzeczywistym właścicielem tych należności.


Zwykłe oświadczenie, dokument podpisany przez właściciela zagranicznego podmiotu, że jest on rzeczywistym właścicielem oraz certyfikat rezydencji, potwierdzający, że jest podatnikiem w danym kraju, nie są wystarczające. Jeżeli do tej pory działaliście inaczej, tzn. poprzestawaliście wyłącznie na tych dwóch dokumentach, certyfikacie rezydencji oraz oświadczeniu o statusie BO (beneficial owner, rzeczywisty właściciel), powinniście to podejście zmienić.


Kolejny wniosek i kolejna informacja wynikająca z objaśnień dotyczy tzw. płatników technicznych. Chodzi tu m.in. o płatności odsetek od papierów wartościowych, obsługiwane przez rachunki zbiorcze i podobne konstrukcje. Nie będę się w ten temat zagłębiał. Jeżeli są tu osoby pełniące rolę płatników technicznych, to zakładam, że one już doskonale znają te objaśnienia. Znajduje się tam bardzo szczegółowa instrukcja, jakie dokumenty tacy płatnicy powinni gromadzić i co istotne, zakres tych dokumentów jest mniejszy. To akurat dobra wiadomość.


Kolejna kwestia poruszona w objaśnieniach dotyczy koncepcji look-through approach. Jest to koncepcja pozwalająca na zastosowanie zwolnienia z podatku u źródła albo obniżonej stawki WHT w sytuacji, gdy rzeczywisty właściciel nie jest bezpośrednim odbiorcą należności, lecz otrzymuje ją za pośrednictwem jednego lub kilku podmiotów pośredniczących. Czyli, tak jak wspominałem wcześniej, mamy sytuację, w której polski podmiot wypłaca należność do podmiotu A, ale ten podmiot A niemal natychmiast przekazuje środki do podmiotu B. W takim przypadku badamy spełnienie warunków rzeczywistego właściciela dla podmiotu B, a nie dla podmiotu A. I niby z jednej strony pojawia się tutaj taki wstęp, że koncepcja look-through approach jest akceptowana przez krajowe sądy administracyjne, a także przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jednocześnie jednak w objaśnieniach, wytłuszczonym i dodatkowo podkreślonym tekście, jest wyraźnie powiedziane, że podkreślenia wymaga, iż do zastosowania żadnej z poniższych koncepcji, w tym look-through approach, nie jest obligowany organ podatkowy.


I to zdanie trochę mnie gryzie. Mamy tutaj dość sporo treści, chyba z dziesięć stron, poświęconych koncepcji look-through approach, osobno dla dywidend, osobno dla odsetek, są przykłady, są rozważania o władztwie ekonomicznym itd. A jednocześnie już na samym początku dostajemy komunikat: no i co z tego, że wam to wszystko opisaliśmy, skoro nie jesteśmy zobowiązani do stosowania tej koncepcji. Pojawia się pytanie: po co w ogóle to wszystko opisywać, po co o tym mówić, skoro nie wiadomo, czy organy w ogóle będą chciały tę koncepcję stosować w praktyce. I szczerze mówiąc, nie bardzo chce mi się szczegółowo omawiać look-through approach, bo obawiam się, że w praktyce i tak nie będzie ona respektowana przez organy skarbowe.
Jeżeli natomiast macie taką sytuację, że to podejście look-through approach realnie by was uratowało, gdzie rzeczywiście bezpośredni podmiot, któremu wypłacacie należności objęte podatkiem u źródła, nie jest rzeczywistym właścicielem, ale rzeczywistym właścicielem jest kolejny podmiot w strukturze i ta koncepcja pozwalałaby wam zastosować niższą stawkę podatku, to oczywiście walczcie o to.


Przeczytajcie objaśnienia w tym zakresie i próbujcie stosować tę koncepcję. Ona czasami przechodzi. Znam nawet interpretacje indywidualne, w których look-through approach została zaakceptowana. Ja jednak mam do tego podejścia sceptyczny stosunek. Skoro organ nie musi jej stosować, to z jego perspektywy dużo prościej jest jej po prostu nie stosować. Prościej się nie zastanawiać, czy w danym stanie faktycznym ta koncepcja ma uzasadnienie, czy rzeczywiście kolejny podmiot jest rzeczywistym właścicielem.
Koncepcja jest piękna na papierze, ale ja na razie nie chcę jej szerzej komentować. Jestem po prostu ciekawy, jak obroni się ona w praktyce, w kolejnych interpretacjach, wnioskach o stosowanie preferencji, czy w postępowaniach dotyczących podatku u źródła.
Na koniec jeszcze jeden wątek: zagraniczne organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi.


Wniosek z objaśnień jest taki, że zagraniczne organizacje zbiorowego zarządzania powinny być traktowane jako rzeczywiści właściciele należności, które otrzymują. To taki trochę „ZAiKS”, tylko w wersji zagranicznej. I to mimo ich specyfiki, bo przecież te organizacje następnie przekazują określone kwoty artystom czy innym uprawnionym podmiotom. Mimo to, ze względu na swoją szczególną rolę i model działania, powinny być uznawane za rzeczywistych właścicieli należności.

Podsumowując, po sześciu latach wreszcie mamy objaśnienia podatkowe w zakresie podatku u źródła. Dotyczą one “tylko” i aż”, pojęcia rzeczywistego właściciela. Nie poruszają innych zagadnień związanych z podatkiem u źródła, takich jak chociażby urządzenia przemysłowe i sposób ich rozumienia, który w praktyce bywa interpretowany bardzo szeroko. Nie odnoszą się również do innych istotnych kwestii z zakresu podatku u źródła, ale mimo to coś nam jednak dają. Dlatego zdecydowanie zapraszam do ich lektury.
Najważniejsze wnioski, moim zdaniem, są następujące. Po pierwsze, w przypadku usług niematerialnych nie musimy badać przesłanki rzeczywistego właściciela. Po drugie, objaśnienia wskazują szereg cech i warunków, które będą weryfikowane przez organy podatkowe przy ocenie, czy dany odbiorca należności jest rzeczywistym właścicielem, czy nie.
Warto dokładnie przeanalizować te przesłanki i udowadniać je rzetelną argumentacją oraz odpowiednimi dokumentami wykazując, że są one spełnione albo że dane okoliczności nie występują, tak aby jasno wynikało, że nasz odbiorca należności rzeczywiście jest rzeczywistym właścicielem.