Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:

Cześć!  Dzisiaj poruszymy temat planowanych zmianach w CIT i PIT na 2026 rok. Dotyczą one IP Boxa, estońskiego citu, leasingu, amortyzacji nieruchomości i są rewolucyjne.

W poniedziałek, 15 września, Ministerstwo Finansów opublikowało założenia do projektu ustawy zmieniającej przepisy dotyczące CIT i PIT.
Pytanie, po co o tym mówić, skoro to na razie tylko założenia, może ustawa w ogóle nie wejdzie w życie, może Prezydent jej nie podpisze, bo przecież zobowiązał się, że nie podpisze żadnych ustaw podwyższających podatki. Jednak zapowiadane zmiany są na tyle rewolucyjne, że warto o nich mówić, nawet jeśli podnoszą podatki nie bezpośrednio stawką, a pośrednio – poprzez różne nowe mechanizmy.
Ten wpis będzie miał rozdziały, dzięki czemu możesz skupić się wyłącznie na interesującym Cię fragmencie. Na przykład, jeśli jesteś programistą, interesuje Cię IP Box, jeśli masz spółkę na estońskim CIT, znajdziesz osobny fragment o estońskim CIT. Wszystko zostało wydzielone tak, aby każdy mógł słuchać tego, co dla niego naprawdę istotne.

Będę tłumaczył, jak wygląda aktualna sytuacja podatkowa, które rozwiązania budzą kontrowersje, a które są naprawdę korzystne dla przedsiębiorców. Dodatkowo pokażę, co Ministerstwo Finansów planuje zmienić w poszczególnych mechanizmach zarówno w CIT, jak i w PIT.

Zmiana numer jeden to leasing operacyjny.

Obecnie, jeśli w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej korzystamy z leasingu operacyjnego i zdecydujemy się wykupić samochód, czy to na firmę, czy prywatnie, obowiązuje pewne ograniczenie podatkowe. W uproszczeniu: trzeba odczekać 5–6 lat, zanim sprzedaż takiego samochodu nie będzie skutkowała podatkiem dochodowym. Jeżeli sprzedaż nastąpi w krótszym okresie, dochód ze sprzedaży traktowany jest jako przychód z działalności gospodarczej i podlega opodatkowaniu. Jest jednak prosty trik, który wielu przedsiębiorców wykorzystuje w praktyce: można podarować wykupiony z leasingu samochód najbliższej rodzinie, np. żonie, synowi czy córce. Darowizna dla najbliższych jest zwolniona z podatku od spadków i darowizn. Po kilku miesiącach obdarowany może sprzedać samochód bez dodatkowego podatku. To rozwiązanie jest proste, skuteczne i w praktyce często stosowane przez przedsiębiorców.
Ministerstwo Finansów planuje zmiany w tym zakresie. Obecnie wykupiony z leasingu samochód, który podarujemy najbliższej rodzinie, może być sprzedany po sześciu miesiącach bez podatku. Po zmianach okres ten ma zostać wydłużony do trzech lat. Oznacza to, że jeśli żona, syn czy córka sprzedadzą taki samochód przed upływem trzech lat od darowizny, przychód będzie opodatkowany, nie jako dochód z działalności gospodarczej (bo obdarowany nie prowadzi działalności), ale jako przychód z odpłatnego zbycia rzeczy ruchomych.
W skrócie: darowizna nadal działa, ale czas, po którym można sprzedać samochód bez podatku, wydłuża się z sześciu miesięcy do trzech lat.


Na chwilę obecną nie ma jeszcze gotowego projektu przepisów, więc ciężko przewidzieć, czy pojawi się jakaś furtka podatkowa. W tej chwili nie widać prostego sposobu, żeby obejść to ograniczenie.
Jedyny plus w tej sytuacji jest taki, że prawo nie działa wstecz. Z dużym prawdopodobieństwem nowe przepisy będą dotyczyć darowizn samochodów wykupionych z leasingu przekazanych najbliższej rodzinie po 1 stycznia 2026 roku. Być może Ministerstwo pójdzie w łagodniejszą wersję przepisów i ograniczenie będzie dotyczyć tylko leasingów wykupionych po 2026 roku, zobaczymy, jak ostatecznie zostanie to ujęte. Na pewno jednak można spodziewać się, że wszystkie darowizny dla żon i członków rodziny realizowane przed 2026 rokiem będą jeszcze w pełni korzystne podatkowo. Tak czuję.

A teraz przejdźmy do zmiany numer dwa, która dotyczy ulgi mieszkaniowej.

Ulga mieszkaniowa w praktyce działa w ten sposób: jeśli sprzedasz nieruchomość mieszkalną, np. mieszkanie czy dom, w którym mieszkałeś, a sprzedaż nastąpi wcześniej niż 5–6 lat od jej nabycia, możesz uniknąć podatku dochodowego, o ile pieniądze ze sprzedaży przeznaczysz na cel mieszkaniowy. W uproszczeniu oznacza to, że jeśli zainwestujesz środki w zakup kolejnego mieszkania lub domu, sprzedaż poprzedniej nieruchomości nie będzie opodatkowana. To rozwiązanie pozwala płynnie reinwestować środki w mieszkanie czy dom, bez konieczności odprowadzania podatku, nawet jeśli sprzedaż nastąpiła szybciej niż przewidziany 5–6-letni okres od nabycia poprzedniej nieruchomości.
Pojawia się też dyskusja, czym dokładnie jest „cel mieszkaniowy” w ramach ulgi. Czy można mieć więcej niż jedno mieszkanie lub dom? Czy nieruchomość może znajdować się za granicą, na przykład w Hiszpanii?
Okazuje się, że tak, jeśli faktycznie będziesz mieszkać w tej nieruchomości, to również może być uznane za cel mieszkaniowy. Przykładowo, jeśli spędzasz kilka miesięcy w Hiszpanii i traktujesz to mieszkanie lub dom jako miejsce zamieszkania, to środki ze sprzedaży poprzedniej nieruchomości mogą być tam reinwestowane bez podatku. W praktyce więc cel mieszkaniowy nie ogranicza się wyłącznie do jednej nieruchomości ani do Polski – chodzi przede wszystkim o faktyczne przeznaczenie środków na własne zamieszkanie.

W praktyce jest na to wiele potwierdzeń, gdyż pojawiło się naprawdę sporo pozytywnych wyroków i interpretacji, które mówią, że można mieć więcej niż jedno mieszkanie lub dom, a także mieszkać poza Polską, w krajach EOG. Bywały przypadki, że ktoś sprzedawał swoją nieruchomość w Polsce, miał nawet dwa mieszkania w kraju, twierdząc, że w obu mieszka, a środki z ich sprzedaży przeznaczał na zakup mieszkania w Hiszpanii i korzystał z ulgi mieszkaniowej. Takie rozwiązanie było uznawane za zgodne z przepisami.

Teraz Ministerstwo Finansów chce to zmienić i doprecyzować przepisy, ograniczając możliwość korzystania z ulgi mieszkaniowej. Zgodnie z planowanymi założeniami, środki ze sprzedaży będą mogły być przeznaczone na własny cel mieszkaniowy tylko wtedy, gdy nie posiadasz innego mieszkania lub domu.
W praktyce oznacza to prostą zasadę: sprzedajesz jedno mieszkanie lub dom, w którym faktycznie mieszkasz, i kupujesz drugą nieruchomość – wtedy ulga nadal działa. Jeśli natomiast posiadasz już więcej niż jeden dom lub mieszkanie, ulga ma przestać obowiązywać

Na ten moment nie widać specjalnego obejścia dla osób, które chciałyby nadal korzystać z ulgi mieszkaniowej w „starym stylu”. Prawdopodobnie zmiany będą dotyczyć mieszkań i domów sprzedanych po 2026 roku, choć możliwe, że przepisy obejmą także nieruchomości nabyte przed tą datą. Na razie trzeba poczekać na projekt ustawy i szczegóły regulacji. Zobaczymy, jak się te przepisy ułożą, ale jeżeli planujesz w najbliższym czasie sprzedać nieruchomość, koniecznie śledź te przepisy albo skontaktuj się z doradcą podatkowym, żeby wspólnie obmyśleć, jak sposób to zrobić, żeby tego podatku nie zapłacić.

Następna część to mała errata do odcinka i wpisu nr 66.

W podcaście i na blogu omawiałem planowane zmiany w CIT i PIT. Były to zmiany określane jako rewolucyjne, a swoją analizę opierałem głównie na bardzo krótkim opisie opublikowanym przez Ministerstwo Finansów, dotyczącym tego, co ma się zmienić. Dosłownie dzień po zakończeniu nagrania pojawił się jednak projekt ustawy, już nie w formie ogólnych zapowiedzi, ale konkretnych przepisów wraz z uzasadnieniem. Oczywiście należy pamiętać, że przepisy mogą się jeszcze zmienić albo w ogóle nie wejść w życie, jednak sam projekt dostarcza znacznie więcej informacji niż wcześniejsze, lakoniczne komunikaty. Dzięki temu możliwe jest dokładniejsze zrozumienie kierunku planowanych zmian, niż było to możliwe na podstawie samych zapowiedzi.
Stąd teraz errata,  zapraszam do odsłuchania podcastu lub przeczytania wpisu na blogu.

Z jednej strony chcę opowiedzieć o tych zmianach, nie tylko wskazać, co dokładnie ma się zmienić, ale również pokazać, jak można na nie reagować i jak się do nich przygotować. Z drugiej strony mam jednak pewne wątpliwości. Nie chcę mówić zbyt dużo, szczególnie jeśli chodzi o korzystne rozwiązania dla podatników, w przestrzeni publicznej. Podcast jest bowiem słuchany nie tylko przez doradców podatkowych, przedsiębiorców czy przedstawicieli spółek, ale także przez Was – przedstawicieli Ministerstwa Finansów.
Jeżeli więc publicznie padnie informacja, że już teraz istnieje sposób na obejście danych rozwiązań, może to w efekcie zaszkodzić ogółowi. Dlatego będę się posługiwał niejednoznacznymi sformułowaniami. 
Przejdźmy zatem do uszczegółowienia poszczególnych zmian.
Kwestią, którą chciałbym doprecyzować w formie erraty, są planowane zmiany dotyczące ulgi mieszkaniowej. Z treści projektu przepisów wynika, że warunkiem skorzystania z ulgi będzie to, aby w okresie odpłatnego zbycia nieruchomości oraz nie później niż w ciągu trzech lat od końca roku podatkowego, w którym nastąpiła sprzedaż, podatnik:
nie był właścicielem innej nieruchomości mieszkalnej ani
nie posiadał co najmniej 50% udziału we współwłasności innej nieruchomości,
nie przysługiwało mu spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego ani prawo do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej.
Przekładając to na prostszy język: z projektu wynika, że ulga mieszkaniowa nadal może przysługiwać nawet wtedy, gdy posiadamy kilka nieruchomości, pod warunkiem że nasz udział w żadnej z nich nie przekracza 50%.
I to już otwiera pewne możliwości planowania. W praktyce da się to zorganizować, chociażby poprzez odpowiednie ukształtowanie współwłasności, np. z udziałem członków rodziny. Trzeba jednak pamiętać o bardzo ważnym zastrzeżeniu: w przypadku wspólności majątkowej małżeńskiej przyjmuje się, że udziały małżonków są równe, czyli po 50%. To oznacza, że tutaj pole do manewru jest ograniczone i wymaga większej ostrożności.
Mimo to widzę potencjalną możliwość „obejścia” planowanych ograniczeń ulgi mieszkaniowej poprzez takie ułożenie współwłasności, aby udział podatnika w danej nieruchomości wynosił mniej niż 50%, na przykład 49%. Dzięki temu sprzedaż nieruchomości i przeznaczenie środków na kolejny cel mieszkaniowy mogłoby nadal korzystać z preferencji podatkowej, nawet jeśli posiadamy inne mieszkania lub domy.
Oczywiście wszystko zależy od ostatecznego kształtu przepisów, który jeszcze może się zmienić. Na ten moment jednak wygląda na to, że kluczowym elementem stanie się właśnie odpowiednie ukształtowanie udziałów we współwłasności.

Przejdźmy teraz do spółek nieruchomościowych.
Wspominałem wcześniej, że jestem ciekawy, w jaki sposób Ministerstwo Finansów „zaopiekuje się” tematem amortyzacji w spółkach nieruchomościowych. Teraz ten przepis został doprecyzowany w taki sposób, że w praktyce odpisy amortyzacyjne nie obciążają wyniku finansowego jednostki w ujęciu rachunkowym. A ponieważ w spółkach nieruchomościowych, co zdarza się bardzo często, nieruchomość jest traktowana jako inwestycja długoterminowa, nie dokonuje się odpisów amortyzacyjnych bilansowo. W konsekwencji, skoro nie ma odpisów rachunkowych, nie ma również prawa do odpisów podatkowych. To podejście jest inne niż to, które wcześniej prezentował NSA, i w praktyce de facto uniemożliwia amortyzację podatkową w spółkach nieruchomościowych. Na ten moment jedynym potencjalnym rozwiązaniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest zmiana polityki rachunkowości. To najprostszy kierunek, choć oczywiście wymaga dokładnej analizy i oceny ryzyk.
Czy są jakieś inne rozwiązania? Na ten moment nie widzę. Przepisy dotyczące spółek nieruchomościowych zapowiadają się na wyjątkowo restrykcyjne.
Kolejna planowana zmiana dotyczy daniny solidarnościowej.
Dla tych, którzy nie wiedzą – danina solidarnościowa to dodatkowy podatek, który płaci się wtedy, gdy dochód przekracza 1 milion złotych rocznie. Ja często nazywam ją trochę „podatkiem dla chętnych”, bo jeżeli ktoś ją faktycznie płaci, to zazwyczaj oznacza, że nie korzysta z dostępnych narzędzi optymalizacji podatkowej.
A tych rozwiązań jest naprawdę sporo, m.in. spółka z o.o., spółka komandytowa, spółka na estońskim CIT czy fundacja rodzinna. Możliwości jest wiele i w większości przypadków da się tak ułożyć strukturę, żeby tej daniny w ogóle nie płacić.
Danina solidarnościowa oczywiście nadal funkcjonuje, natomiast planowane są dwie istotne zmiany w tym zakresie.
Pierwsza z nich polega na tym, że będzie można pomniejszyć podstawę obliczenia daniny solidarnościowej o straty z lat ubiegłych. To był temat, który przez długi czas budził spore kontrowersje, ale obecnie stanowisko organów jest już dość ugruntowane: straty z lat ubiegłych można rozliczać również na potrzeby daniny solidarnościowej.
Te przepisy zostały więc doprecyzowane i akurat w tym zakresie jest to zmiana pozytywna, choć raczej niewielka na tle wszystkich zmian, o których dziś mówię.
Natomiast zmiana zdecydowanie na minus dotyczy osób korzystających z IP Boxa. Zgodnie z nowymi założeniami dochody opodatkowane IP Boxem będą wliczane do podstawy obliczenia daniny solidarnościowej. Innymi słowy to, co zarabiasz w ramach IP Boxa i opodatkowujesz preferencyjną stawką, będzie podnosiło podstawę opodatkowania daniną solidarnościową – to naprawdę istotna zmiana.
Obecnie do daniny solidarnościowej wlicza się przede wszystkim:
– przychody opodatkowane skalą podatkową,
– przychody opodatkowane podatkiem liniowym,
– wybrane zyski kapitałowe, np. ze sprzedaży udziałów czy akcji.
Do tej pory IP Box nie był uwzględniany przy obliczaniu daniny solidarnościowej. A znam naprawdę wielu programistów i specjalistów IT, którzy dzięki IP Boxowi osiągają bardzo wysokie dochody i nie przekraczali tego progu z perspektywy daniny solidarnościowej.

W efekcie IP Box straci na atrakcyjności. Jeżeli dziś ktoś płaci 5% podatku w ramach IP Boxa oraz 4,9% składki zdrowotnej, to wychodzi mu około 9% efektywnego opodatkowania. Do tego dojdzie jeszcze 4% daniny solidarnościowej od nadwyżki ponad milion złotych dochodu. To oczywiście zaboli. Z jednej strony widać, że zmiana jest wycelowana w najlepiej zarabiających, ale z drugiej, bardzo możliwe, że spowoduje to odpływ części programistów z IP Boxa i przechodzenie na inne formy prowadzenia działalności, na przykład na spółki (reach-out) zamiast JDG z IP Boxem.
Czy jest na to rozwiązanie? Pewnie częściowo tak – przeniesienie części dochodów do struktur, które nie są objęte daniną solidarnościową.
Fundacja rodzinna na ten moment również wydaje się problematyczna, bo planowane jest objęcie jej świadczeń daniną solidarnościową. Zobaczymy, jaki będzie ostateczny kształt przepisów.
W praktyce przy tak wysokich dochodach coraz częściej sensowne staje się po prostu przejście na spółkę. To nie jest rozwiązanie „dla każdego”, ale w wielu przypadkach zwyczajnie się opłaca. Oczywiście wymaga to spokojnego przemyślenia i policzenia. Nie da się w minutę wymyślić idealnego modelu dla wszystkich.
Podsumowując: ta zmiana jest niewątpliwie na minus, ale wciąż jest do zagospodarowania, szczególnie dla najlepiej zarabiających specjalistów IT i programistów, których IP Box dotyczy w największym stopniu.
Kolejna zmiana uderza bezpośrednio w IP Boxa i w praktyce oznacza „zabicie” tej ulgi.
Dlatego, że proponuje się wprowadzenie wymogu, zgodnie z którym osoba korzystająca z IP Boxa będzie musiała zatrudniać co najmniej trzy osoby fizyczne, które nie są podmiotami powiązanymi z tym podatnikiem.
Obecnie wygląda to zupełnie inaczej. IP Box, czyli możliwość opodatkowania dochodów stawką 5%, jest w 95–99% przypadków wykorzystywany przez programistów prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Najczęściej wygląda to tak, że taka osoba raz w miesiącu wystawia fakturę swojemu kontrahentowi i na tym w zasadzie kończy się model biznesowy.
Czy to jest uczciwe?
Czy taki był pierwotny cel IP Boxa?
Tego nie wiem. Faktem jest jednak to, że wprowadzenie obowiązku zatrudniania trzech niezależnych pracowników diametralnie zmienia sens tej ulgi i sprawia, że dla ogromnej części obecnych użytkowników IP Boxa przestaje ona być dostępna.

W praktyce IP Box pełni również inną funkcję – przyciąga do Polski wysoko wykwalifikowaną kadrę, głównie specjalistów IT, dzięki temu, że efektywne opodatkowanie wynosi jedynie 5%. Czy to jest fair wobec innych zawodów, to już jest osobna dyskusja, natomiast faktem jest, że obecnie zdecydowana większość programistów korzystających z IP Boxa płaci właśnie taką stawkę i jest z tego rozwiązania zadowolona.
Warto też pamiętać, że bardzo często są to osoby działające w modelu freelancera, które nikogo nie zatrudniają i po prostu raz w miesiącu fakturują swojego kontrahenta. Tymczasem proponowana zmiana wprowadza dodatkowy warunek skorzystania z IP Boxa, polegający na konieczności zatrudniania co najmniej trzech osób fizycznych niepowiązanych z podatnikiem, czyli w praktyce osób spoza najbliższej rodziny. W mojej ocenie taki wymóg sprawia, że ulga ta w obecnym kształcie przestaje mieć sens i dla większości dotychczasowych użytkowników po prostu zniknie.
Na ten moment pozostaje wiele znaków zapytania. Nie wiadomo, w jakiej formie miałoby nastąpić to zatrudnienie, czy chodziłoby o umowę o pracę, umowę zlecenia, umowę o dzieło, czy być może dopuszczalne byłyby również kontrakty B2B. Nie wiadomo też, czy ustawodawca wprowadzi jakiekolwiek minimalne progi kosztowe, na przykład obowiązek ponoszenia określonego poziomu wynagrodzeń. Jeżeli takich ograniczeń nie będzie, a liczyć się będzie wyłącznie sam fakt zatrudnienia osób niepowiązanych, to bardzo szybko pojawią się konstrukcje omijające te przepisy, takie jak inkubatory przedsiębiorczości czy wzajemne zatrudnianie się znajomych na symboliczne części etatu tylko po to, żeby spełnić formalny warunek.
Ostatecznie wszystko zależy od tego, jak te przepisy zostaną napisane w projekcie ustawy i jaki będzie ich finalny kształt.
W tamtym roku też planowali takie zmiany w IP Boxie wprowadzić, pod naporem mediów się wycofali, teraz znowu to próbują, zobaczymy jak finalnie zakończy się sytuacja.  Widzę tu dużo pól do optymalizacji i do ominięcia tych przepisów.
Wszystko zależy jaka będzie ich ostateczna treść.

Jak wspominałem o tym, że jeszcze nie wiadomo, w jaki sposób będzie wyglądał warunek zatrudnienia osób, który ma umożliwiać korzystanie z IP Boxa. Na ten moment wiemy już jednak znacznie więcej, bo zaproponowane rozwiązanie ma być w zasadzie identyczne jak w estońskim CIT.
W praktyce oznacza to, że podatnik korzystający z IP Boxa będzie musiał spełnić jeden z dwóch wariantów. Pierwszy polega na zatrudnianiu co najmniej trzech osób fizycznych niepowiązanych, czyli na przykład niebędących członkami rodziny, w przeliczeniu na pełne etaty. To zatrudnienie musi mieć formę umowy o pracę i trwać w danym roku podatkowym przez co najmniej 300 dni. Nie musi to być dokładnie trzech konkretnych pracowników przez cały rok, ale suma etatów i okresów zatrudnienia musi się zgadzać w tym przeliczeniu.
Drugi wariant dotyczy sytuacji, w której zatrudnienie następuje na podstawie innych umów niż umowa o pracę. W takim przypadku konieczne będzie ponoszenie miesięcznych kosztów wynagrodzeń z tytułu zatrudnienia co najmniej trzech osób fizycznych w wysokości co najmniej trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Dla uproszczenia można przyjąć, że jest to dziś około 7 tysięcy złotych, czyli łącznie mniej więcej 21 tysięcy złotych miesięcznie. Co istotne, tak jak w estońskim CIT, te koszty muszą być ponoszone co miesiąc, a nie tylko okresowo.
Nie będzie więc możliwe „kombinowanie” z zatrudnianiem ludzi tylko w wybranych miesiącach, na przykład przy działalności sezonowej. W przypadku IP Boxa i tak trudno mówić o sezonowości, bo zazwyczaj dochody są rozłożone równomiernie w ciągu roku, ale ustawodawca i tak wyraźnie wymaga ciągłości. Co równie ważne, nie będą tu dopuszczalne kontrakty B2B, ponieważ w tych wariantach podatnik musi być płatnikiem PIT albo składek ZUS, a przy B2B ten warunek nie jest spełniony.
Podsumowując, aby skorzystać z IP Boxa na nowych zasadach, trzeba będzie albo zatrudniać co najmniej trzy osoby na umowę o pracę w odpowiednim wymiarze i czasie, albo co miesiąc ponosić znaczące koszty wynagrodzeń na podstawie innych umów, przy czym w obu przypadkach muszą to być osoby niepowiązane z podatnikiem. W praktyce jest to bardzo wysoka bariera wejścia, szczególnie dla jednoosobowych działalności gospodarczych, które do tej pory były głównymi beneficjentami IP Boxa.


Na ten moment przychodzi mi to rozwiązanie, które jest w estońskim CIT-cie, czyli zatrudnienie osób na umowę o pracę i wysyłanie ich na bezpłatny urlop. I taka osoba też się liczy do tego warunku zatrudnienia. Tam to rozwiązanie działa, a przepis brzmi praktycznie tak samo. To jest moja pierwsza myśl i na to się też zgadzają organy skarbowe. Kwestia tego, żeby ktoś Wam nie podważył, że jest to fikcyjne zatrudnienie.

Po drugie, konieczne będzie znalezienie osób niepowiązanych, które zgodzą się pracować na umowie o pracę, nawet jeśli faktycznie będą przebywać na bezpłatnym urlopie sensie wejść w takie wałki, że tak się wyrażę. Podkreślam, że to tylko opis sposobu, w jaki przepis może być spełniony w praktyce, nie jest to rekomendacja ani porada zachęcająca do obejścia przepisów. Na ten moment jest to pierwsze rozwiązanie, które przychodzi do głowy i które ma podstawy w analogii do estońskiego CIT, ale oczywiście wszystko zależy od ostatecznej treści przepisu i mogą pojawić się inne, lepsze metody jego spełnienia.

Kolejna zmiana jest mega istotna, czyli fakturowanie własnej spółki.

Obecnie takie rozwiązanie, gdzie fakturujesz własnej spółce, jest faktycznie bardzo korzystne podatkowo, bo pozwala m.in. zmniejszyć efektywną stawkę podatku i ograniczyć ryzyko osobistej odpowiedzialności dzięki spółce z o.o. Jednak zapowiadane zmiany w przepisach znacząco to ograniczają, wprowadzając obowiązkową stawkę 17% przychodów ze świadczenia usług na rzecz podmiotów powiązanych.
Problem jest dwojaki. Po pierwsze, w ten sposób osoby, które dotąd korzystały z 8,5% ryczałtu, będą płacić praktycznie dwa razy więcej podatku. Po drugie, przepisy rozróżniają podmioty powiązane od niepowiązanych, co może być nie do końca logiczne, bo w praktyce część usług wykonywanych na rzecz spółek powiązanych jest w pełni rynkowa, udokumentowana i potrzebna. To komplikuje sytuację, bo narzuca sztywne ograniczenie, które wcześniej mogło być kontrolowane np. przez ceny transferowe czy klauzulę unikania opodatkowania.
W skrócie, mechanizm fakturowania własnej spółce pozostaje efektywny pod względem organizacyjnym i ochrony odpowiedzialności, ale pod względem podatkowym traci na atrakcyjności i wymaga dokładniejszego planowania, jeśli przepisy wejdą w takiej formie.
Czy da się tego uniknąć? Na razie wszystko zależy od tego, jak ten przepis ostatecznie będzie brzmiał, ale potencjalnych kierunków jest kilka. Być może rozwiązaniem okaże się fakturowanie podmiotów, w których nie ma się formalnie udziałów ani funkcji w zarządzie, tak aby w ogóle uniknąć statusu podmiotów powiązanych. Inną opcją może być zmiana formy prowadzenia biznesu, na przykład przejście ze spółki z o.o. na spółkę komandytową, gdzie wypłaty z zysku są często znacznie korzystniej opodatkowane niż klasyczna dywidenda w spółce z o.o. Część osób zapewne rozważy także estoński CIT, bo dywidendy wypłacane ze spółek na estońskim CIT nadal są opodatkowane dużo łagodniej niż w standardowym modelu. Możliwości jest więc sporo, ale kluczowe będzie odpowiednie poukładanie całej struktury. Bardzo możliwe, że listopad i grudzień będą ostatnim momentem, żeby realnie przygotować się do tych zmian i wdrożyć sensowne rozwiązania przed wejściem przepisów w życie.

Kolejne planowane zmiany dotyczą amortyzacji.

Wątków związanych z amortyzacją jest w tych zmianach całkiem sporo. Po pierwsze, pojawia się zakaz amortyzacji wartości firmy, ale to jest temat bardzo specyficzny i na razie tylko go sygnalizuję, bo wymaga osobnego omówienia. Natomiast jeżeli chodzi o amortyzację jako taką, to są dwa inne, dużo ważniejsze obszary.
Pierwszy dotyczy spółek nieruchomościowych i amortyzacji nieruchomości. Chodzi o przepis, który obowiązuje już od pewnego czasu i dotyczy spółek, których głównym aktywem jest nieruchomość oraz które uzyskują z niej zasadniczą część swoich przychodów. W takich podmiotach amortyzacja nieruchomości jest kluczowym kosztem, bo w praktyce to właśnie rozłożenie wartości nieruchomości w czasie stanowi główny element kosztowy działalności. Przepis ten w uproszczeniu mówi o tym, że amortyzacja podatkowa nieruchomości w spółce nieruchomościowej jest możliwa tylko wtedy, gdy dokonuje się również odpisów amortyzacyjnych w ujęciu rachunkowym, a sama amortyzacja podatkowa nie może być wyższa niż amortyzacja bilansowa. To sformułowanie od początku wywoływało ogromne wątpliwości interpretacyjne.
Sprawa ostatecznie trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego i pojawiło się kilka wyroków, które nie zawsze były ze sobą w pełni spójne, ale generalnie prowadziły do bardzo korzystnych wniosków dla podatników. W wielu orzeczeniach sądy wskazywały, że jeżeli spółka nieruchomościowa nie amortyzuje nieruchomości rachunkowo, co w praktyce zdarza się bardzo często, bo nieruchomość jest ujmowana jako inwestycja długoterminowa, to skoro amortyzacja bilansowa wynosi zero, to nie istnieje również żaden górny limit amortyzacji podatkowej. W efekcie większość spółek nieruchomościowych mogła amortyzować podatkowo nieruchomości bez realnych ograniczeń. Pojawiały się też inne podejścia, zgodnie z którymi należało ustalić tzw. hipotetyczną amortyzację bilansową, czyli określić, jaka byłaby amortyzacja rachunkowa, gdyby nieruchomość była amortyzowana, i dopiero ten hipotetyczny poziom traktować jako limit amortyzacji podatkowej. To podejście było już znacznie bardziej skomplikowane, ale nadal dawało podatnikom pole manewru.
To wszystko jest dość zawiłe, ale osoby posiadające spółki nieruchomościowe, w szczególności hotelowe, biurowe czy prowadzące akademiki, zdecydowanie powinny się tym tematem zainteresować. Jestem ciekawy, jak ostatecznie ustawodawca doprecyzuje te przepisy, bo wszystko wskazuje na to, że amortyzacja zostanie w jakiś sposób ograniczona, choć raczej nie całkowicie wyzerowana.
Ministerstwo Finansów zapowiada, że chce „zastosować się” do wyroków NSA. Problem polega na tym, że te wyroki nie były jednolite, a do tego w dużej mierze były korzystne dla podatników, więc dopiero zobaczymy, jak to zastosowanie w praktyce będzie wyglądało i które tezy z orzecznictwa faktycznie zostaną przeniesione do przepisów.
W kontekście amortyzacji pojawia się jeszcze jeden bardzo ciekawy wątek, o którym warto wspomnieć. Od lat istnieje bogate orzecznictwo, w tym również wyroki NSA, zgodnie z którym w przypadku amortyzacji liniowej, czyli takiej, gdzie co miesiąc lub co roku rozpoznajemy równy odpis amortyzacyjny, podatnik ma prawo wstecznie korygować stawkę amortyzacji. W praktyce oznaczało to możliwość zmiany stawki nawet do czterech lat wstecz. Jeżeli przykładowo stosowałeś stawkę 10% rocznie, to w świetle tych wyroków mogłeś ją obniżyć do 5%, jeżeli z perspektywy czasu okazywało się, że bardziej opłacało Ci się mieć mniejsze koszty w danym okresie albo odwrotnie – zwiększyć koszty poprzez odpowiednie skorygowanie amortyzacji. Co istotne, te korekty mogły dotyczyć już zamkniętych lat podatkowych.
Ministerstwo Finansów chce ten mechanizm ukrócić. Zgodnie z planowanymi zmianami, po złożeniu deklaracji podatkowej za dany rok nie będzie już możliwości zmiany stawek amortyzacyjnych za ten rok. Innymi słowy, decyzja o stawce amortyzacji ma być ostateczna i nieodwracalna po zamknięciu roku podatkowego. Najprawdopodobniej jest to zmiana, której nie da się obejść. Natomiast z praktycznego punktu widzenia może to oznaczać, że jeżeli ktoś w przeszłości nie korzystał z możliwości korekty stawek amortyzacyjnych, to być może jest to ostatni moment, aby przeanalizować wcześniejsze lata i sprawdzić, czy taka korekta, w jedną albo w drugą stronę, nie przyniosłaby jeszcze realnej korzyści podatkowej.

Kolejna zmiana dotyczy krajowego podatku minimalnego.

Generalnie zmiany polegają na tym, że podstawa efektywnego opodatkowania w podatku minimalnym zostanie zróżnicowana i będzie inna w zależności od skali działalności podatnika. Inaczej będą liczone podstawy dla podmiotów, których przychody przekraczają 50 milionów euro, a inaczej dla tych, których przychody są niższe.
Dodatkowo zmienia się istotny warunek dotyczący rentowności. Jeżeli rentowność, liczona według specyficznych zasad podatku minimalnego, przekraczała 2%, to dotychczas podatnik miał spokój z podatkiem minimalnym przez trzy lata podatkowe. Po zmianach ten okres ochronny zostanie skrócony do dwóch lat podatkowych. W praktyce oznacza to, że jeżeli wcześniej liczyłeś podatek minimalny i wychodziło Ci, że jesteś poza jego zakresem, to warto będzie te kalkulacje wykonać ponownie według nowych zasad. Dużo będzie zależało od przepisów przejściowych, które zdecydują, od kiedy dokładnie te zmiany zaczną mieć zastosowanie.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że w dalszym ciągu dla większości podatników podatek minimalny nie będzie realnym problemem. Wiele firm osiąga bowiem rentowność, która, nawet liczona według tej podatkowej metodologii, przekracza próg 2%. Natomiast jeżeli wcześniej wydawało Ci się, że temat masz definitywnie zamknięty, to po wejściu nowych przepisów warto jeszcze raz to zweryfikować, bo może się okazać, że jednak trzeba będzie do tego podatku wrócić.
Tutaj recepta jest w gruncie rzeczy dość prosta. Wspominałem już o zmianach w podatku minimalnym, przede wszystkim o modyfikacji sposobu ustalania podstawy opodatkowania. Zakres tych zmian jest jednak mniejszy niż mogłoby się wydawać, bo w praktyce dotyczą one głównie uproszczonej metody liczenia podstawy podatku minimalnego. Ta uproszczona metoda jest de facto najmniej korzystna dla podatników. Dla podmiotów, których przychody przekroczyły 50 milionów euro, podstawa opodatkowania ma wynosić 5% przychodów operacyjnych, czyli przychodów z innych źródeł niż zyski kapitałowe. Z kolei dla mniejszych podatników będzie to 3% wartości przychodów. W praktyce wybór tej metody oznacza bardzo wysoki podatek do zapłaty, dlatego raczej nie jest to rozwiązanie, które można rekomendować. Pozostaje również w mocy zmiana dotycząca okresu „spokoju” od podatku minimalnego. Jeżeli podatnik osiągnął odpowiednią rentowność liczoną według zasad podatku minimalnego, to ochrona nie będzie już obowiązywać przez trzy lata podatkowe, lecz tylko przez dwa lata.
Jeżeli chodzi o przepisy przejściowe, to w praktyce te zmiany będą miały znaczenie głównie dla lat 2026–2027. Oczywiście każdy powinien to zweryfikować indywidualnie, biorąc pod uwagę swoją strukturę przychodów, poziom rentowności oraz szczegółowe regulacje przejściowe, bo tylko wtedy da się ocenić, czy nowe przepisy w ogóle w jakikolwiek sposób danego podatnika dotykają.
Zapowiedziane są również zmiany w podatku od przerzuconych dochodów. 
Szczerze mówiąc, trudno poświęcać im dużo uwagi, bo w praktyce ten podatek objął do tej pory dosłownie kilka podmiotów. Jeżeli ktoś już wcześniej analizował, czy ten podatek go dotyczy, to po zmianach warto po prostu policzyć go jeszcze raz i potwierdzić swoje wnioski. Podatek od przerzuconych dochodów dotyczy wyłącznie specyficznych struktur, w których występują transakcje z podmiotami powiązanymi za granicą i faktyczne przerzucanie dochodu poza Polskę. Dla zdecydowanej większości firm jest to temat czysto teoretyczny. Co więcej, nawet niedawno wydane objaśnienia do tego podatku spotkały się z dość ironicznym komentarzem, że sam podatek w polskich realiach nie ma większego uzasadnienia. Problem polega jednak na tym, że mimo swojej niszowości, wciąż trzeba go formalnie przeanalizować i posiadać dokumenty potwierdzające, że danej firmy on nie dotyczy.

Kolejna kwestia to estoński CIT i tutaj mamy kilka zmian bardzo istotnych.
Pierwsza zmiana dotyczy sprawozdań finansowych w estońskim CIT-cie. Obecnie ukształtowała się dominująca linia interpretacyjna, zgodnie z którą, jeżeli w trakcie roku podatkowego przechodzisz na estoński CIT, musisz sporządzić sprawozdanie finansowe. Co istotne, takie sprawozdanie powinno mieć formę elektroniczną w strukturze XML, a nie zwykłego PDF-a. Dodatkowo musi ono zostać podpisane kwalifikowanym podpisem elektronicznym w terminie trzech miesięcy od dnia zamknięcia ksiąg rachunkowych.
W praktyce wielu podatników sporządzało takie sprawozdania w trakcie roku, ale robiło to w formie PDF albo nie składało podpisów w terminie. W konsekwencji organy podatkowe zaczęły twierdzić, że tacy podatnicy w ogóle nie weszli skutecznie w estoński CIT. Kara za takie niedopatrzenie była ogromna, zwłaszcza że same księgi były zamknięte, a sprawozdanie istniało, tylko zabrakło odpowiedniej formy lub terminowych podpisów.
Na szczęście planowane jest złagodzenie tych zasad. Brak formalnie poprawnego sprawozdania finansowego nie ma już automatycznie powodować, że podatnik nie wszedł skutecznie w estoński CIT, o ile pozostałe warunki formalne zostały spełnione. Dla tych, którzy mieli wątpliwości co do prawidłowości swoich sprawozdań, kluczowa będzie weryfikacja, czy nowe przepisy faktycznie ratują ich sytuację.
Druga, niezwykle istotna zmiana w estońskim CIT-cie dotyczy zdefiniowania wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Do tej pory w przepisach brakowało legalnej definicji takiego wydatku, a przypomnę, że jego poniesienie skutkuje koniecznością zapłaty dodatkowego podatku w wysokości 10% albo 20%. W efekcie podatnik ponosi koszt, a następnie jeszcze dopłaca od niego podatek.
Brak definicji powodował ogromne wątpliwości interpretacyjne, na przykład związane z PFRON. Teraz ma się to zmienić i, co ważne, definicja ma być stosunkowo liberalna. Za takie wydatki mają być uznawane przede wszystkim opłaty i należności publicznoprawne o charakterze sankcyjnym, czyli różnego rodzaju kary administracyjne czy podatkowe. Nie oznacza to jednak automatycznego objęcia tym pojęciem kar umownych pomiędzy przedsiębiorcami. Drugą kategorią będą wydatki poniesione w celu innym niż osiągnięcie przychodów albo zachowanie czy zabezpieczenie źródła przychodów. To bardzo istotne, ponieważ w praktyce zdecydowana większość kosztów da się obronić jako służące zachowaniu lub zabezpieczeniu źródła przychodów. Ta zmiana powinna znacząco ograniczyć dotychczasowe wątpliwości i moim zdaniem jest wyraźnie zmianą na plus. Warto jednak przejrzeć swoje wydatki pod kątem nowej definicji. Trzecia bardzo ważna zmiana w estońskim CIT-cie dotyczy definicji ukrytych zysków. Ukryte zyski obejmują potencjalnie wszelkie transakcje pomiędzy spółką na estońskim CIT-cie a podmiotami powiązanymi. Takie świadczenia również podlegają opodatkowaniu stawką 10% albo 20%, co w praktyce oznacza, że ponosisz wydatek, a następnie musisz zapłacić od niego dodatkowy podatek. Dotychczas definicja ukrytych zysków była bardzo szeroka i obejmowała świadczenia realizowane na rzecz podmiotów powiązanych, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, pod warunkiem że były one związane z prawem do udziału w zysku. Ta przesłanka „związku z prawem do udziału w zysku” była kluczowa, choć jednocześnie bardzo nieostra i rodziła liczne spory interpretacyjne.
Do tej pory, analizując, czy dana transakcja pomiędzy podmiotem powiązanym a spółką na estońskim CIT-cie stanowi ukryty zysk, kluczowe znaczenie miała przesłanka związku tej transakcji z prawem do udziału w zysku. W praktyce badano więc, czy dana czynność faktycznie zastępuje wypłatę dywidendy, czy służy kapitalizowaniu spółki w sposób nierynkowy oraz czy do takiej transakcji doszłoby również wtedy, gdyby strony nie były ze sobą powiązane. Innymi słowy, analizowano, czy dana transakcja nie jest ukrytą formą wypłaty zysku, na przykład poprzez fakturowanie spółki zamiast wypłaty dywidendy, ponieważ takie rozwiązanie było podatkowo korzystniejsze. Część sądów administracyjnych podkreślała, że skoro ustawodawca wprost wskazał, iż ukryty zysk musi być związany z prawem do udziału w zysku, to brak tej przesłanki wyklucza opodatkowanie danej transakcji jako ukrytego zysku. Dobrym przykładem były pożyczki. Mimo że przepisy wymieniały pożyczkę jako potencjalny ukryty zysk, sądy wskazywały, że jeżeli była ona udzielona na warunkach niezwiązanych z prawem do udziału w zysku, a więc na zasadach rynkowych i ekonomicznie uzasadnionych, to nie stanowiła ukrytego zysku. Ta przesłanka miała ogromne znaczenie praktyczne, ponieważ pozwalała wyłączyć z opodatkowania estońskim CIT-em bardzo dużą część transakcji pomiędzy spółką a podmiotami powiązanymi.
Od 2026 roku ma się to zasadniczo zmienić. Projektowane przepisy eliminują przesłankę związku z prawem do udziału w zysku. Oznacza to, że jeżeli dana transakcja mieści się w katalogu świadczeń uznawanych za ukryte zyski, to będzie ona opodatkowana estońskim CIT-em niezależnie od tego, czy faktycznie zastępuje dywidendę i czy strony zawarłyby ją także na warunkach rynkowych jako podmioty niepowiązane.
Pozostaje wprawdzie nie zmieniona zasada dotycząca warunków rynkowych, zgodnie z którą, jeżeli transakcja jest zawarta na warunkach innych niż rynkowe, to opodatkowaniu podlega nadwyżka ponad wartość rynkową. W praktyce oznacza to jednak, że nawet przy relatywnie niewielkich transakcjach konieczne będzie posiadanie solidnej dokumentacji potwierdzającej rynkowy charakter świadczeń. Mówimy tu o analizach porównawczych, opiniach doradców czy innych materiałach typu defence file, które pokażą, że cena i warunki transakcji odpowiadają realiom rynkowym i nie stanowią ukrytego zysku. Co więcej, do katalogu świadczeń, które wprost mają być uznawane za ukryte zyski, dodano umowy najmu, dzierżawy oraz inne umowy o podobnym charakterze. Dotyczy to w szczególności najmu nieruchomości, dzierżawy znaków towarowych czy innych składników majątku udostępnianych spółce przez wspólnika lub podmiot powiązany. O ile dotychczas takie transakcje mogły jeszcze bronić się jako niebędące ukrytym zyskiem, o tyle od 2026 roku niemal na pewno będą one kwalifikowane jako ukryte zyski i opodatkowane estońskim CIT-em. W praktyce oznacza to, że jeżeli wynajmujecie swojej spółce nieruchomości, znaki towarowe albo inne aktywa, trzeba bardzo poważnie rozważyć zmianę modelu działania, ponieważ ekonomicznie przestanie się to opłacać. Teoretycznie możliwa jest zamiana takich świadczeń na inne, na przykład na usługi doradcze, jednak pojawia się tu kolejne ryzyko. Trzeba bowiem uwzględnić planowany przepis o obowiązkowej 17-procentowej stawce PIT przy świadczeniu usług na rzecz podmiotu powiązanego.
W takim wariancie moglibyśmy mieć sytuację, w której po stronie osoby fizycznej pojawi się 17% podatku PIT, a po stronie spółki dodatkowo 20% estońskiego CIT-u od wydatku uznanego za ukryty zysk. W wielu przypadkach taki model przestanie mieć jakikolwiek sens ekonomiczny i będzie wymagał gruntownego przeprojektowania całej struktury rozliczeń.



Zobaczymy jaka będzie ostateczna forma przepisów, ale jeżeli cokolwiek wynajmujesz obecnie w spółce i nawet masz pozytywną interpretację na to, że to nie jest ukryty zysk, to zastanów się nad tym, jak będziesz te pieniądze ze spółki efektywnie wyciągał, w tym na estońskim CIT-cie.
Jeżeli do tej pory ostrożnościowo opodatkowywałeś transakcje ze swoją spółką na estońskim CIT-cie, takie jak najem nieruchomości czy dzierżawa znaku towarowego, to warto się im teraz jeszcze raz bardzo dokładnie przyjrzeć. Jest spora szansa, że za lata wcześniejsze – 2022, 2023, 2024, a nawet 2025  przysługuje Ci prawo do stwierdzenia nadpłaty podatku.
Może się bowiem okazać, że na gruncie dotychczasowych przepisów i ówczesnej linii interpretacyjnej takie transakcje wcale nie powinny być kwalifikowane jako ukryte zyski, a dopiero planowane od 2026 roku zmiany mają charakter doprecyzowujący lub wręcz zaostrzający. Jeżeli tak, to obecnie może być ostatni moment, aby wystąpić na starych zasadach z wnioskiem o interpretację indywidualną, uzyskać pozytywne stanowisko organu i w konsekwencji odzyskać podatek zapłacony ostrożnościowo od ukrytych zysków. Ja osobiście bardzo bym się temu przyjrzał, bo to może być realna i wymierna korzyść finansowa, a jednocześnie coś, co po wejściu nowych przepisów będzie już znacznie trudniejsze albo wręcz niemożliwe do zrobienia.
Druga kwestia, o której wcześniej nie wspomniałem i którą doprecyzowuję teraz w ramach erraty, dotyczy definicji podatnika rozpoczynającego działalność na potrzeby estońskiego CIT-u. Po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego ugruntowało się stanowisko, że jeżeli prowadziliśmy jednoosobową działalność gospodarczą, a następnie przekształciliśmy ją w spółkę i ta spółka wybrała estoński CIT, to taki podmiot należy uznać za podatnika rozpoczynającego działalność. Dlaczego to jest tak istotne? Podatnik rozpoczynający działalność korzysta bowiem z istotnych preferencji w estońskim CIT-cie. Przede wszystkim łagodniej traktowany jest warunek zatrudnienia. Przypomnę, że co do zasady w estońskim CIT-cie trzeba zatrudniać co najmniej trzy osoby na umowę o pracę albo ponosić miesięcznie koszty wynagrodzeń w wysokości co najmniej trzykrotności przeciętnego wynagrodzenia, czyli w uproszczeniu około 21 tysięcy złotych. Dla podatników rozpoczynających działalność te warunki są złagodzone. Dodatkowo taki podatnik może korzystać z niższej stawki estońskiego CIT-u, czyli 10% zamiast 20%. W praktyce oznacza to, że nawet jeżeli wcześniej prowadziłeś jednoosobową działalność gospodarczą o bardzo dużej skali i wysokich obrotach, to po przekształceniu w spółkę i wejściu w estoński CIT możesz nadal być traktowany jak podatnik rozpoczynający działalność i korzystać z preferencyjnej, 10-procentowej stawki podatku.
Po zmianach niestety nie będzie to już możliwe. Podatnicy, którzy przekształcą jednoosobową działalność gospodarczą w spółkę i wejdą w estoński CIT, nie będą już uznawani za podatników rozpoczynających działalność gospodarczą. Oznacza to, że od samego początku będą musieli spełniać pełne warunki zatrudnienia, a jednocześnie nie będą mogli korzystać z preferencyjnej, niższej stawki podatku. Jest to zmiana zdecydowanie na minus.
W estońskim CIT-cie doprecyzowana zostanie również definicja ukrytych zysków. Już wcześniej mówiłem o tym, że z definicji zostaje usunięta przesłanka związku z prawem do udziału w zysku i że umowy najmu oraz dzierżawy zostaną wprost wskazane jako ukryte zyski. Teraz jednak widać, że ustawodawca idzie znacznie dalej.
Początkowo mogło się wydawać, że rozwiązaniem będzie zastąpienie najmu czy dzierżawy innymi świadczeniami, na przykład usługami niematerialnymi. Niestety również ta ścieżka zostaje w dużej mierze zamknięta. Jako ukryte zyski mają zostać zakwalifikowane także powtarzające się świadczenia niepieniężne, czyli mechanizm znany z Kodeksu spółek handlowych. Było to dotychczas bardzo korzystne rozwiązanie podatkowo, bo w praktyce pozwalało na bardzo niskie, a czasem wręcz symboliczne efektywne opodatkowanie, również bez składki zdrowotnej. Teraz również te świadczenia mają zostać objęte estońskim CIT-em. Dodatkowo katalog ukrytych zysków zostanie rozszerzony o szeroką grupę usług niematerialnych. Wprost wymienione są m.in. usługi księgowe, doradcze, badania rynku, usługi prawne, reklamowe, pośrednictwa, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, rekrutacji pracowników, pozyskiwania personelu, a także gwarancje i poręczenia. Co istotne, przepis obejmuje również świadczenia o podobnym charakterze, co oznacza, że katalog ten ma charakter otwarty. Pojawia się więc pytanie, jak z tego wybrnąć. Kluczowe będzie znalezienie takich świadczeń, które nie będą wpisywały się w ten katalog ani w pojęcie świadczeń o podobnym charakterze. Skoro katalog jest otwarty, to rynek najprawdopodobniej zacznie szukać i znajdzie takie rozwiązania. Można się spodziewać, że pojawią się nowe rodzaje usług, które nie będą ani najmem, ani dzierżawą, ani klasycznymi usługami doradczymi, prawnymi czy zarządczymi, a jednocześnie będą możliwe do fakturowania na rzecz spółki.
Na ten moment trudno jednoznacznie wskazać, jakie to dokładnie będą usługi. To będzie wymagało przemyślenia, odpowiedniego zaprojektowania i zabezpieczenia podatkowego. Jedno jest jednak pewne – jest to jedna z najistotniejszych i najbardziej restrykcyjnych zmian planowanych w estońskim CIT-cie i zdecydowanie wymaga szczególnej uwagi.
Jeżeli w tej chwili fakturujecie swoją spółkę za jakiekolwiek świadczenia, a spółka jest na estońskim CIT-cie, to absolutnie powinniście już teraz przygotować się na nadchodzące zmiany. Te przepisy będą miały realny wpływ na to, czy takie rozliczenia w ogóle nadal będą się opłacały i czy nie zostaną automatycznie zakwalifikowane jako ukryte zyski, od których trzeba będzie zapłacić dodatkowy podatek.
W estońskim CIT-cie przewidziana jest również tzw. abolicja, jak to ładnie się określa. Wspominałem wcześniej o planowanych zmianach dotyczących sprawozdań finansowych sporządzanych przy przejściu na estoński CIT, w szczególności w zakresie formy oraz terminów ich podpisywania. Właśnie w tym obszarze ustawodawca chce złagodzić dotychczasowe rygory i dać podatnikom możliwość uratowania estońskiego CIT-u w sytuacjach, w których formalne błędy, takie jak brak podpisu czy niewłaściwa forma sprawozdania, mogłyby dziś prowadzić do bardzo dotkliwych konsekwencji podatkowych.
Wcześniej wspominałem, że jeżeli sprawozdanie finansowe nie zostało podpisane w odpowiednim terminie, to w ogóle nie dochodzi do skutecznego wejścia w estoński CIT. Muszę to doprecyzować, bo w świetle planowanych zmian nie do końca będzie to prawda. Przepisy nie zostaną zmienione w ten sposób, że zniknie obowiązek prawidłowego sporządzania i podpisywania sprawozdań finansowych. Nadal będzie trzeba przygotować sprawozdanie we właściwej formie i podpisać je zgodnie z przepisami. Natomiast pojawi się swoista „abolicja”, czyli preferencja dla podatników, którzy popełnili błędy formalne. W praktyce ma to działać tak, że jeżeli sprawozdanie finansowe zostało sporządzone na przykład na dzień 31 sierpnia 2025 roku i zostało podpisane przez kierownika jednostki, ale nie zostało podpisane przez cały zarząd, to mimo tego braku formalnego nadal będzie uznawane, że podatnik skutecznie wszedł w estoński CIT. Mówiąc kolokwialnie, takie uchybienie nie przekreśli automatycznie prawa do estońskiego CIT-u, o ile pozostałe warunki zostały spełnione.
Co w takim razie powinieneś zrobić? Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy Twoje sprawozdanie finansowe zostało prawidłowo sporządzone i podpisane, to koniecznie je przejrzyj. Sprawdź, jak wyglądają nowe przepisy abolicyjne i oceń, czy obejmują one Twoją sytuację. Być może okaże się, że to, co do tej pory wydawało się poważnym błędem formalnym, w świetle nowych regulacji nie pozbawia Cię prawa do estońskiego CIT-u.
I w zasadzie to wszystko w tym wątku.
Omówię jeszcze projektowany przepis zakładający, że podatnik, który zamknął księgi rachunkowe na ostatni dzień miesiąca poprzedzającego pierwszy miesiąc opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek, spełnia warunki formalne wejścia w estoński CIT, o ile zostały spełnione określone przesłanki.
Po pierwsze, podatnik musi sporządzić sprawozdanie finansowe zgodnie z przepisami o rachunkowości, czyli w prawidłowej postaci elektronicznej (XML), a nie w formie PDF. Po drugie, sprawozdanie musi zostać sporządzone w ustawowym terminie trzech miesięcy. Po trzecie, dokument ten musi być podpisany podpisem elektronicznym przez osobę, której powierzono prowadzenie ksiąg rachunkowych, czyli co do zasady przez głównego księgowego lub biuro rachunkowe. Jeżeli te warunki są spełnione, a podatnik skutecznie wybrał opodatkowanie ryczałtem od dochodów spółek, to wybór estońskiego CIT-u jest uznawany za skuteczny. Innymi słowy, w ramach tej czasowej abolicji brak podpisów członków zarządu pod sprawozdaniem finansowym nie ma znaczenia dla skuteczności wyboru opodatkowania ryczałtem. Sam wybór estońskiego CIT-u pozostaje ważny, mimo tego uchybienia formalnego.
Należy jednak bardzo mocno podkreślić, że ta abolicja dotyczy wyłącznie sprawozdań finansowych sporządzonych i przygotowanych do 31 sierpnia 2025 roku i ma charakter ograniczony. Z treści projektowanego przepisu oraz uzasadnienia wynika wprost, że nie obejmuje ona podatników, którzy sporządzili sprawozdanie finansowe wyłącznie w formie PDF. Nie ratuje również tych przypadków, w których sprawozdanie w ogóle nie zostało podpisane przez osobę prowadzącą księgi rachunkowe, czyli przez kierownika jednostki lub głównego księgowego. W praktyce oznacza to, że abolicja ratuje wyłącznie określony zakres błędów formalnych, przede wszystkim brak podpisów zarządu, ale nie legalizuje sprawozdań sporządzonych w niewłaściwej formie ani całkowicie niepodpisanych.
Dlatego w tej sytuacji warto bardzo dokładnie przyjrzeć się swojej indywidualnej sytuacji, ocenić realne ryzyko podatkowe, sprawdzić, czy dana spółka mieści się w zakresie tej abolicji oraz czy da się jeszcze coś naprawić albo zabezpieczyć. W wielu przypadkach będzie to wymagało zwykłego audytu formalnego dokumentów i porównania ich z nowymi przepisami.
Dodatkowo w estońskim CIT-cie wprowadzana jest zasada kolejności wypłat zysków. Jeżeli spółka wychodzi z estońskiego CIT-u i dokonuje wypłat na rzecz wspólników, to w pierwszej kolejności uznaje się, że wypłacane są zyski wypracowane w okresie opodatkowania estońskim CIT-em. Dopiero w dalszej kolejności mogą być wypłacane zyski sprzed wejścia w ryczałt. To doprecyzowanie jest istotne, bo w praktyce eliminuje możliwość wybierania, z jakiego okresu pochodzą wypłacane środki, i może wpływać na moment powstania obowiązku podatkowego oraz jego wysokość. Warto to uwzględnić przy planowaniu wyjścia z estońskiego CIT-u i wypłat dla wspólników.
Co to oznacza? ​​Obecnie jest tak, że jeżeli spółka była na estońskim CIT-cie, nie wypłacała zysków i te zyski pozostały w spółce, a następnie wyszła z estońskiego CIT-u i zaczęła znowu funkcjonować jako zwykły podatnik CIT, to podatnik (poprzez odpowiednią ewidencję) mógł sam decydować, jakie zyski wypłaca. Innymi słowy, można było zdecydować, czy wypłacana dywidenda pochodzi jeszcze z okresu estońskiego CIT-u, czy już z okresu po wyjściu z ryczałtu. Miało to znaczenie, ponieważ te dwa rodzaje zysków są opodatkowane w różny sposób. Planowana zmiana polega na wprowadzeniu zasady pierwszeństwa zysków estońskich. Oznacza to, że jeżeli po wyjściu z estońskiego CIT-u spółka wygeneruje nowe, „nieestońskie” zyski i zacznie je wypłacać, to fiskus i tak uzna, że w pierwszej kolejności wypłacane są zyski wypracowane w okresie opodatkowania estońskim CIT-em. Dopiero po ich pełnym skonsumowaniu możliwe będzie wypłacanie zysków wygenerowanych już po powrocie na klasyczny CIT. Jest to zmiana raczej na minus, bo ogranicza elastyczność i możliwość świadomego planowania momentu oraz rodzaju wypłacanych zysków. Z drugiej strony nie jest to rewolucja, a w praktyce może nawet uprościć ewidencję, bo jasno wiadomo, które zyski muszą być wypłacane w pierwszej kolejności. Bez tej zasady łatwo byłoby się pogubić przy mieszaniu w jednym roku wypłat zysków estońskich i nieestońskich.
Doprecyzowane będą kwestie Safe Harbor. Czyli takie specjalne pożyczki, które, w dużym skrócie, przyjmuje się, że jeżeli pożyczka spełnia warunki wskazane w przepisach o Safe Harbor. Jest traktowana jako „zdrowa” pożyczka na warunkach rynkowych, a organ nie może doszacować nam dochodu z jej tytułu. Doprecyzowanie ma polegać na tym, że wysokość oprocentowania pożyczki w ramach Safe Harbor będzie ustalana jako stopa zmienna, nie rzadziej niż co trzy miesiące, w oparciu o rodzaj bazowej stopy procentowej oraz wysokość marży ogłoszonej w obwieszczeniu ministra właściwego do spraw finansów publicznych, obowiązującym na dzień zawarcia umowy. To doprecyzowanie rozwiewa wątpliwości, czy stopa procentowa może być stała. Odpowiedź jest jednoznaczna: musi być zmienna.
Dla praktyki oznacza to, że w przypadku pożyczek między podmiotami powiązanymi warto zadbać, aby umowa spełniała wszystkie warunki Safe Harbor. Pomocne jest odwołanie do art. 11g ustawy o CIT oraz konsultacja z doradcą podatkowym, aby wszystkie warunki były właściwie spełnione.

Kolejną zmianą, której nie omówiłem w pierwszym nagraniu przed erratą, jest kwestia programów lojalnościowych i instrumentów finansowych.
Ministerstwo Finansów chce wyłączyć z przychodów, z realizacji praw pochodnych instrumentów finansowych, przychody z takich instrumentów finansowych uzyskiwanych w ramach programów motywacyjnych.
O co mi chodzi? Teraz jest teoretycznie taka możliwość, że zawiera się z pracownikami coś w rodzaju instrumentów finansowych, tak że przy spełnieniu określonych warunków pracownicy uzyskują pewne premie. Te premie mogłyby potencjalnie być traktowane jako przychody z instrumentów finansowych, opodatkowane 19% PIT-em. Dzięki temu można było oszczędzać, ponieważ często menadżerowie zarabiają sporo i w przeciwnym wypadku wchodziliby w 32% podatek.
Obecnie ta praktyka zostanie ukrócona i po prostu nie będzie można stosować takich instrumentów finansowych w ten sposób. Co warto podkreślić, to że zmiany te nie ograniczają uzyskiwania akcji w ramach programów motywacyjnych typu ESOP.
Oznacza to, że otrzymujemy opcje na akcje, a później same akcje z tzw. „półki”. To jest bardzo popularne w startupach i w spółkach akcyjnych, i te przepisy pozostają bez zmian. Jeżeli więc do tej pory korzystaliście z takich form motywacji pracowników, w których wypłata premii następowała dopiero po spełnieniu określonych warunków, to najprawdopodobniej od 2026 roku nie będzie to już możliwe


Na koniec spójrzmy na planowane zmiany w Fundacji Rodzinnej. Naprawdę dużo się dzieje w podatkach i należy odpowiednio wcześniej je ustrukturyzować z doradcą podatkowym. Bardzo istotne są przepisy przejściowe. Zobaczymy, jak one ostatecznie będą brzmiały, ale np. przy estońskim CIT-cie i sprawozdaniach finansowych termin to 31 sierpnia 2025 roku.
Przy IP Boxie i wymogu zatrudnienia przepisy przejściowe dotyczą 2026 roku, więc za poprzednie lata, jeśli nie korzystaliście z IP Boxa, a moglibyście, potencjalnie macie możliwość uzyskania znacznego zwrotu podatku.
Jeżeli chodzi o inne kwestie, np. ulgę mieszkaniową, to również są przepisy przejściowe dotyczące momentu nabycia lub zbycia nieruchomości, więc i to będzie bardzo istotne.


Podsumowując: przyjrzyjcie się dokładnie tym przepisom i skonsultujcie je z doradcą podatkowym, szczególnie jeśli:
jesteście na IP Boxie,
macie spółkę na estońskim CIT-cie,
macie Fundację Rodzinną.
Nie chodzi tylko o projekt ustawy, ale również o uwarunkowania wynikające z innych przepisów. Siądźcie i zaplanujcie swoje działania gospodarcze tak, aby te przepisy w jak najmniejszym stopniu was dotknęły.
Jak widać, zapowiadanych jest bardzo dużo zmian, które są dość głębokie.
Jeżeli masz pytania co do nich, chciałbyś poukładać swoją transakcję lub te zmiany mają na Ciebie wpływ zapraszam do kontaktu.