Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:

Cześć! W dzisiejszym odcinku opowiem Ci o najczęstszych i kosztownych błędach w analizie porównawczej przy dokumentacji cen transferowych.


Na początek szybkie przypomnienie tematu; ceny transferowe, generalnie chodzi o ceny, wysokość transakcji stosowane między podmiotami powiązanymi. Generalnie jeżeli ty masz udziały w jakiejś spółce czy spółka ma udziały w drugiej, jeżeli macie powiązania osobowe, ojciec-syn, małżeństwo między kontrolującymi spółki i między wami, jeżeli wywieracie znaczący wpływ na daną spółkę, na ich istotne ekonomicznie decyzje, to też mogą być powiązania. Chodzi o to, żeby ceny między podmiotami powiązanymi były rynkowe, czyli takie jakby to były podmioty niepowiązane. Do tego to się wszystko sprowadza. 


Jeżeli w ciągu roku wartość transakcji z podmiotami powiązanymi przekracza 2 mln zł, powinieneś się zainteresować czy nie stworzyć dokumentacji cen transferowych. 
Analiza porównawcza, czyli jeden z elementów właśnie dokumentacji cen transferowych, to jest temat dzisiejszego odcinka, tego jakie właśnie błędy najczęściej w niej popełniamy i dlaczego to jest takie istotne dla ciebie. 


Ten podcast ma na ten moment nieco ponad 30 odcinków, a to już podejrzę trzeci o cenach transferowych. Na wakacjach wspomniałem o 10 najczęstszych błędach w cenach transferowych. Tam występowały bardziej błędy ogólne. Później wyszedł odcinek o analizie FAR, czyli funkcji aktywów ryzyk. Bardzo ważna analiza. Powinna być dobrze zrobiona w dokumentacji cen transferowych. 


Dzisiaj mamy analizę porównawczą, a dlatego to wszystko jest takie istotne, bo po pierwsze widzę, że jest masa źle zrobionych dokumentacji, po drugie ceny transferowe to jest jeden z najczęściej kontrolowanych obszarów w podatkach i blisko 70% kontroli kończy się tym, że musisz zapłacić podatek, więc są to bardzo złe statystyki. Dlatego zauważyłem, że mimo tych wszystkich statystyk jest bardzo niska świadomość, jak bardzo jest to ważny temat. Jako propagator ważnych informacji podatkowych, przygotowałem dla Ciebie kolejny odcinek o cenach transferowych. 
Przejdźmy już do samego meritum, do najczęstszych błędów. Sprawdź, czy swojej dokumentacji czy analizie porównawczej je masz, a jeśli tak, to może ta analiza nie musi być od razu do kosza, ale warto może ją w jakiś sposób zaktualizować. Czy za ten rok, czy za poprzednie lata, lepiej dobrze do tego przysiąść i być przygotowanym na ewentualną kontrolę. 

Dobra, no to lecimy z tymi błędami.
Błąd numer jeden dotyczy analiz porównawczych benchmarków, (będę używał tych pojęć wymiennie), przy pożyczkach, transakcjach finansowych. Generalnie benchmark polega na tym, że sprawdzamy jakie są stosowane ceny na rynku ogólnie, badamy minimum, maksimum, pierwszy, drugi kwartyl; mediana tych cen.
Dla uproszczenia, załóżmy że podmioty, które mają rocznie powyżej 100 milionów złotych, sprzedają śrubki, tak w uproszczeniu w cenie, załóżmy w hurcie, złotówka za śrubkę. Maksymalna cena, jaka się pojawiła, to 10 złotych za śrubkę. Pierwszy kwartyl to jest 3 złote. Trzeci kwartyl to jest tam 7 zł, a mediana na to 5 zł. Czyli generalnie w idealnym świecie powinieneś między swoimi spółkami powiązanymi sprzedawać śrubki za 5 zł. 
W analizach, w benchmarkach dla transakcji finansowych badamy to czy oprocentowanie np. danej pożyczki udzielonej jednej spółce i drugiej, czy jest na poziomie rynkowym. Bardzo częsty błąd, jaki ja zauważam, to jest taki, że porównuje się na przykład stopy, oprocentowanie obligacji skarbowych, czy korporacyjnych, czy innych instrumentów finansowych. Na tej podstawie się bada właśnie to oprocentowanie.  Natomiast w prawdziwym życiu, jak się bierze kredyt, to na przykład bank bada twoją zdolność kredytową. To jest całkowicie normalne, powszechne. Bada się twój rating, swojego rodzaju benchmark.


Tylko, że z pokazaniem jakie mamy ceny na rynku, bez tej nakładki na twoją zdolność kredytową, twój rating, jest trochę bez sensu. W prawdziwym życiu każdy bada zdolność kredytową pożyczkobiorcy, czy mu rzeczywiście spłaci. Jeżeli ta zdolność pożyczkobiorcy jest kiepska, bo na przykład jest spółką o kapitale zakładowym 5000 zł i jak dojdzie co do czego, to też nie ma za bardzo środków, nie ma od czego jej egzekwować i nie ma takiego majątku, żeby egzekwować należne pieniądze z tej pożyczki, w takim razie ja zakładam siłą rzeczy wyższe oprocentowanie, bo to ryzyko niespłacenia i później, że ja w ogóle tych pieniędzy nie odzyskam jest po prostu większe.Twój benchmark powinien to uwzględniać
Same pokazanie cen na rynku w porównaniu do obligacji czy innych instrumentów finansowych nie oddaje tak naprawdę takiej rzeczywistości. Zauważyłem, że często spółka, która ma 5000 zł kapitału, w ogóle nie ma prawie majątku, nagle dostaje od swojej spółki powiązanej pożyczkę na kwotę 20 mln zł.
Kto normalny by udzielił pożyczce takiej małej spółce, mikro spółce, w której nic nie ma? Praktycznie nikt albo by udzielił albo w bardzo wysokim oprocentowaniu, bo to jest ryzykowna pożyczka. To jest taki dobry przykład, żeby pokazać, co ten benchmark powinien zawierać.

 
Przejdźmy do błędu numer dwa.
Często jak szukamy podmiotów porównywalnych w naszej analizie, czyli jesteśmy spółką, która sprzedaje śrubki i patrzymy po kodach np. PKD, czyli polskiej klasyfikacji działalności i wyszukujemy z rynku inne spółki, które też sprzedają te śrubki. Niestety zdarza mi się, że my znajdujemy te spółki i w ogóle nie porównujemy tego, co one rzeczywiście robią i nie konsultujemy z tego z klientem. Jeżeli ja mam spółkę, która produkuje śrubki, to ja najlepiej znam swoją konkurencję.
Wiem, że ta spółka XYZ, to one są podobne do mnie, one też sprzedają w hurcie śrubki i rzeczywiście z nimi się porównuje co do cen, co do przychodów i tak dalej. Może być tak, że jeżeli ja nie skonsultuję z klientem tej bazy, bazy podmiotów porównywalnych, to, że co prawda jakaś spółka ma takie samo PKD jak ja. Również teoretycznie na pierwszym miejscu sprzedaje śrubki, ale tak po prostu ma. Ja znam firmy, które od wielu lat nie aktualizują swojego PKD i robią coś zupełnie innego. Tak naprawdę ta spółka zajmuje się głównie sprzedażą śrubokrętów, a te śrubki to tak tylko przy okazji do tych śrubokrętów. Jakkolwiek to nie brzmi abstrakcyjnie, chcę żebyście poczuli tą różnicę, że my musimy porównywać naprawdę bardzo zbliżone rzeczy. Najlepiej jajko kurze do jajka kurzego, a nie jajko kurze do jajka strusiego, niby to jest jajko i jajko, ale jednak to jest trochę coś innego. To waży mało, to dużo, hodowla strusi jest zupełnie inna niż kur.
Chodzi o to, żeby wyłapać takie niuanse, których po prostu często brakuje, a które możemy wyłapać przy konsultacji z klientem i za pomocą tej naszej bazy. Czy ona rzeczywiście jest porównywalna, no bo sam klient wie dokładnie jaką ma konkurencję.
Błąd numer 3. Analiza porównawcza przy licencjach.


W Polsce występuje często taki case, że jest polska spółka, jej właścicielem jest spółka z zagranicy. Ta zagraniczna korporacja (spółka) udziela spółce polskiej licencji.
Licencja to najczęściej jakiś procent od np. przychodu ze sprzedaży danego towaru opatrzonego znakiem towarowym, czy wyprodukowanego zgodnie z tym know-how, na którego dostaliśmy licencję.


Porównując, czy ta wysokość licencji jest na poziomie rynkowym, czy ona powinna być 2% przychodu, czy 20% przychodu na przykład. Zauważyłem, że często te benchmarki odwołują się do bardzo starych danych. 
Jak bardzo starych?
Spotkałem się, że sprzed blisko 30 lat, z lat 90. / początek 2000, gdzie są takie powszechnie w miarę dostępne opracowania ze Stanów Zjednoczonych, gdzie mamy pokazane jaka branża, o jakich obrotach, jaki procent tej licencji i jak bardzo on jest wysoki.
Przy czym jednak to są dane sprzed lat trzydziestych i lepiej by było bazować na czymś świeższym. Wynika to głównie z tego, że dostęp do tego, jaki poziom licencji jest rynkowy, jest po prostu bardzo drogi.


Bazy danych potencjalnie są bardzo drogie. Bardzo, bardzo drogie i też trudno dostępne. Jeżeli ja na przykład jestem firmą zajmującą się dokumentacją cen transferowych, jestem kancelarią, ale mam tylko jednego klienta rocznie, który będzie potrzebował u mnie benchmarku na licencję, to mi się nie opłaca wykupywać tego pakietu z licencjami. 
Przez to zauważyłem, że z roku na rok, nieważne jak bardzo stare są te dane, korzysta się z tych starych opracowań amerykańskich.
Moim zdaniem może być to ryzykowne, szczególnie jeśli ta licencja dotyczy naprawdę wysokiej kwoty. W takim wypadku lepiej nawet odesłać tego klienta do jakiejś innej kancelarii, która robi bardzo dużo takich benchmarków i ma wykupiony dostęp do tych licencji. Niech ten benchmark kosztuje więcej niż normalnie, (chociaż i tak benchmarki są bardzo drogie) i niech to będzie zrobione porządnie. Szczególnie, że analizę porównawczą wykonuje ise co do zasady raz na trzy lata. 


Czwarty błąd. Za dużo podmiotów porównywalnych. Generalnie jak się przeprowadza analizę porównawczą, to się ją przeprowadza etapami. Najpierw się wyszukuje podmioty np. o jakimś tam obrocie, mających siedzibę w Polsce. Później, które nie poniosły straty, które są niepowiązane wobec spółki, które mają określone PKD. Dopiero później jakieś inne specyficzne kryteria.
Zauważyłem, że są takie benchmarki, które za dużo mają podmiotów porównywalnych, czyli do tej bazy, co jest naszym minimum, maksimum, medianą, wzięliśmy za dużo podmiotów, które są po prostu nieporównywalne, jeśli chodzi o działalność, o to co robią, z tym, co ja robię. 
Czyli znowu np. badamy cenę sprzedaży śrubki i wzięliśmy też wszystkich producentów i sprzedawców wiertarek czy np. młotków. To nie jest to samo, ale dzięki temu sobie zwiększyliśmy ten przedział między minimum a maksimum, zmieniliśmy sobie medianę i ten wynik nam bardziej pasuje.  Jednak co z tego jak przy kontroli organ powie, że wy macie aż 80 podmiotów porównywalnych, tak naprawdę 10 z tego jest porównywalnych i wy wypadacie z tego minimum i maksimum i powinniście zmienić swoją cenę.
Na to właśnie też uczulam, żeby tych podmiotów nie było za dużo. To jest trochę pokłosie błędu numer dwa, czyli nie konsultowaliśmy dokładnie tej bazy podmiotów z klientem i wsadziliśmy specjalnie dużo za dużo tych podmiotów porównywalnych, które tak naprawdę porównywalne nie są.

Błąd numer 5, jest powiązany z błędem numer 4 i 2, czyli za mało podmiotów porównywalnych. Daliśmy tak wąskie kryteria, chcieliśmy być maksymalnie dokładni, że na przykład tych podmiotów nam wyszło dwa albo trzy.
To trochę mało, żeby określić tak rzetelnie minimum, maksimum, medianę, trzeci kwartyl naszego przedziału, tej ceny rynkowej.
Co w takiej sytuacji zrobić? Zwiększyć przedział, dając nieidealnie porównywalne podmioty i mieć z tyłu głowy tę niedokładność, ale tak po prostu zrobić lub myślę, że można wtedy się zastanowić nad analizą zgodności.
To jest coś trochę innego niż analiza porównawcza. Analiza porównawcza, jak sama nazwa wskazuje, porównujemy coś, czyli porównujemy swoją cenę do tego na rynku. Analiza  zgodności już nie ma tak stricte takich twardych danych z rynku, tylko bardziej omawiamy, opisujemy dlaczego ta cena jest rynkowa. To jest bardziej opisowe niż matematyczne w porównaniu do analizy porównawczej, mówiąc bardzo łopatologicznie.
Także za mało podmiotów, za mało podmiotów porównywalnych, też jest formą takiego red flag’u.  Można powiedzieć, że też powinniśmy się zastanowić w jaki sposób możemy dodatkowo zabezpieczyć ten poziom stosowanej ceny. 


Błąd numer 6, czyli brak pokazania dokładnie metodologii odrzucania podmiotów porównywalnych. 
Na początku błędu numer 4 wspomniałem o tym, jak się robi benchmark, czyli wyszukujemy podmioty, najpierw bardzo dużą grupę, później mniejszą, mniejszą. Dajemy coraz kolejne kryteria zawężające, tak żeby maksymalnie dopasować to, z czym się porównujemy, do tego, co my robimy, żeby to było mniej więcej to samo. Jaja kurze do jaj kurzych, a nie jaja kurze do jaja strusia. Powinniśmy pokazać tą metodologię i powinniśmy zapisywać każdą po kolei grupę, czyli zapisujemy tą grupę, tą najszerszą, później trochę węższą, trochę węższą i najwęższą.
Zdarza się tak w benchmarkach, że pokazujemy tylko tą najwęższą grupę, co też może być błędem, bo podczas kontroli urząd chce poznać całą naszą metodologię, chce zobaczyć badając benchmark, jakby go badał od spodu, od początku, jak został stworzony. W ten sposób też tłumaczymy fajnie organowi skarbowemu, że słuchaj, my mieliśmy 100 podmiotów, ale te 70 już od początku nie pasowały, bo coś tam, a organ wtedy zgadza się. Mamy wtedy pełniejszy obraz tego benchmarku. Wtedy łatwiej nam zebrać trochę argumentację, dlaczego nasza cena jest rynkowa.
Dlaczego nie powinniśmy się porównywać do większej liczby podmiotów, z jakichś tam powodów. Także dobrze zrobiony benchmark dokładnie pokazuje step by step, krok po kroku, te podmioty po kolei odrzucane.


Siódmy błąd to branie do benchmarku, do tej ostatecznej listy podmiotów, z którymi się porównujemy, podmiotów o innym profilu funkcjonalnym. Tutaj się kłania odcinek, w którym mówiłem o analizie FAR, funkcji aktywów ryzyk.
Ja wam dam taki przykład.
Jestem spółką zależną od innej spółki i ja jako spółka zależna jedyne co robię to produkuję na zlecenie do mojej spółki matki śrubki. To jest tyle co ja robię. Ja się nie przyjmuję marketingiem, nie mam znanej marki. To ta spółka matka ma znaną markę pod którą sprzedaje śrubki. Ciężko porównywać ceny, inne wskaźniki stosowane u mnie wobec sprzedaży do spółki matki niż innych producentów śrubek na rynku. Przecież inni producenci śrubek na rynku mają zupełnie inne aktywa, funkcje i ryzyka. Taki zwykły producent śrubek musi inwestować w marketing, w sprzedaż, musi martwić się o to, czy coś sprzeda, nie sprzeda. Ile tego wyprodukować, jak się nie sprzeda, to co wtedy? Ja jako taka spółka córka, która produkuje tylko do swojej spółki matki, to ja mam życie bez zmartwień, zupełnie inny poziom działalności, bo ja dostaję dokładne wytyczne od mojej spółki matki, że mam tyle i tyle wyprodukować tego. Ja to produkuję i od razu sprzedaję do spółki matki. To u mnie nie leży na magazynie i się zastanawiam, jakby teraz podejść do tego stoku, żeby go sprzedać, bo to mi leży i tylko mam w tym uwięzione pieniądze. To nie jest zupełnie moja forma działalności. My nie możemy porównywać działalności o mocno ograniczonych funkcjach, mocno ograniczonych ryzykach, z kimś kto ma pełne funkcje, pełne ryzyka. My, z racji tego, że mamy mniejsze ryzyka, to powinniśmy zwykle mieć stały, niski, ale dochód.


Natomiast podmiot, który ma duże ryzyka, w pełni rozbudowane funkcje, powinien co do zasady mieć wyższe wynagrodzenie, ale też potencjalnie liczy się z tym, że ma straty. Tak jak w życiu, im większe ryzyko, tym możliwość większej straty, ale też większego zysku.
To jest znowu trochę powiązane z punktem numer dwa, bo klient nasz powinien wiedzieć mniej więcej, czy nasza konkurencja jest podobna funkcjonalnie do niego, ale też może czasem tego nie rozumieć, że ta spółka córka to jest coś innego.
To są takie niuanse związane z cenami transferowymi i my jako doradcy podatkowi powinniśmy go odpowiednio doprowadzić. 

Podsumowując, powiedzieliśmy sobie o siedmiu najczęściej popełnianych błędach w analizie porównawczej przy cenach transferowych, czyli: 
nie uwzględnianie zdolności kredytowej przy benchmarkach finansowych,
brak konsultowania z klientem grupy podmiotów powiązanych, 
bazowanie na starych danych przy benchmarkach o licencji, 
za dużo podmiotów porównywalnych, 
za mało podmiotów porównywalnych, 
bez wskazania w benchmarku metodyki,
branie podmiotów o zupełnie innym profilu funkcjonalnym, o innych ryzykach.