Możesz również posłuchać tego odcinka korzystając ze Spotify:

Jesteś właścicielem firmy, głównym księgowym albo dyrektorem finansowym. Twoja spółka ma obowiązek przygotowania dokumentacji cen transferowych. Wysyłasz zapytanie do kilku, a nawet kilkunastu firm czy kancelarii. W odpowiedzi otrzymujesz bardzo różne oferty – od 2 do nawet 40 tysięcy złotych.

Co robisz?

Najczęściej wybierasz tę najtańszą. Ewentualnie decydujesz się na ofertę ze średniej półki. Tymczasem w całym tym procesie jest kilka kwestii, na które prawie nikt nie zwraca uwagi. Dziś opowiem Ci o dwóch najważniejszych, które w dobie AI są szczególnie istotne i które, w dobie kontroli podatkowych oraz KSeF-u, mogą uratować Twoją firmę.

1. Zakres dokumentacji cen transferowych

Pierwszą rzeczą, na którą chciałbym zwrócić Ci uwagę, jest zakres dokumentacji cen transferowych.

Wbrew pozorom, szczególnie kiedy korzystasz z nieco mniej doświadczonych podmiotów, które nie specjalizują się w cenach transferowych, jest to bardzo częsty problem.

Chodzi o rozdzielenie dwóch kwestii: tego, co musisz zrobić, ponieważ przepisy nakładają na Ciebie taki obowiązek, oraz tego, co dobrze byłoby mieć, mimo że nie jest to obligatoryjne.

Jest to bardzo duża różnica.

Ty jako klient, przynajmniej my tak uważamy, powinieneś podejmować taką decyzję świadomie. Powinieneś wiedzieć, że czegoś nie musisz przygotowywać, ale mimo wszystko chcesz to mieć, ponieważ może Ci się przydać na przykład podczas kontroli podatkowej.

Nie powinno natomiast wyglądać to tak, że płacisz za całość dokumentacji, podczas gdy w rzeczywistości obowiązek obejmuje tylko jej część.

Albo odwrotnie – doradca twierdzi, że możesz przygotować wyłącznie część dokumentacji, podczas gdy tak naprawdę zakres Twoich obowiązków jest znacznie szerszy.

Brzmi absurdalnie, ale niestety bardzo często spotykam się z takimi sytuacjami.

Myślę jednak, że, stety lub niestety, jeszcze częściej spotykamy się z sytuacją odwrotną: wiele kancelarii podatkowych próbuje na siłę sprzedać klientowi więcej dokumentacji, niż jest mu rzeczywiście potrzebne.

Przede wszystkim zapominają o zwolnieniach z obowiązku sporządzania dokumentacji.

A tych zwolnień, wbrew pozorom, jest całkiem dużo.

Zwolnienia z obowiązku dokumentacyjnego

Spójrzmy chociażby na art. 11n ustawy o CIT, który wskazuje sytuacje, w których obowiązek sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych nie występuje.

Tych przypadków jest całkiem sporo.

Uwaga, uwaga – jest ich aż dwanaście.

Najbardziej popularny jest punkt pierwszy, który w dużym uproszczeniu mówi o sytuacji, gdy mamy dwa podmioty krajowe i zarówno jeden, jak i drugi podmiot nie korzysta ze zwolnienia dotyczącego specjalnej strefy inwestycji ani z decyzji o wsparciu, a jednocześnie oba podmioty osiągnęły zysk podatkowy.

To istotne: chodzi o zysk podatkowy, a nie rachunkowy.

Jeżeli te warunki są spełnione, podmioty nie muszą przygotowywać lokalnej dokumentacji cen transferowych.

Jest to bardzo popularne wyłączenie, z którym spotkałem się wielokrotnie. Wielu doradców o nim nie pamięta i twierdzi, że dokumentacja jest potrzebna, podczas gdy z przepisu wprost wynika, że w danej sytuacji nie ma takiego obowiązku.

Transakcje pomiędzy podmiotami Skarbu Państwa i jednostkami samorządu terytorialnego

Bardzo popularny jest również punkt piąty.

Dotyczy on sytuacji, w której powiązania między spółkami wynikają wyłącznie z powiązań ze Skarbem Państwa, jednostkami samorządu terytorialnego lub ich związkami.

W dużym skrócie dotyczy to spółek Skarbu Państwa oraz grup, w których występuje wiele powiązanych ze sobą podmiotów.

Ten przepis jest o tyle zdradliwy, że zawiera słowo wyłącznie. Oznacza to, że ewentualne powiązania pośrednie należy jeszcze dokładniej przeanalizować.

Jeżeli więc obsługujesz spółkę Skarbu Państwa albo, mówiąc potocznie, spółkę miejską, sprawdź, czy na przykład na podstawie tego przepisu nie jesteś zwolniony z obowiązku przygotowania lokalnej dokumentacji cen transferowych.

Refakturowanie

Kolejnym bardzo popularnym wyłączeniem jest punkt dziesiąty.

Nie będę przytaczał tutaj całego przepisu. W dużym skrócie chodzi o refakturowanie.

Jeżeli mamy sytuację, w której dana transakcja jest niejako błyskawicznie refakturowana na podmiot powiązany, również możemy nie mieć obowiązku przygotowania lokalnej dokumentacji cen transferowych.

Usługi o niskiej wartości dodanej i safe harbor dla pożyczek

Dwa kolejne, bardzo popularne wyłączenia dotyczą usług o niskiej wartości dodanej oraz tak zwanego safe harbor dla pożyczek.

W przypadku usług o niskiej wartości dodanej chodzi m.in. o sytuacje, w których marża wynosi 5%. Z kolei w przypadku pożyczek zastosowanie może znaleźć art. 11g ustawy o CIT.

Oczywiście w obu przypadkach występuje znacznie więcej warunków, które trzeba spełnić. Przepisy dokładniej określają zarówno zasady dotyczące usług o niskiej wartości dodanej, jak i warunki zastosowania safe harbor dla transakcji pożyczkowych.

Nie chodzi tylko o to, żeby nie przygotowywać niepotrzebnej dokumentacji

Największym problemem w całej tej sytuacji nie jest nawet to, że przygotujesz dokumentację cen transferowych, mimo że nie musisz, ponieważ mogłeś skorzystać ze zwolnienia, o którym Twój doradca nie wiedział.

Oczywiście tracisz w ten sposób pieniądze, ale przynajmniej masz dodatkową dokumentację i pewnego rodzaju dodatkową ochronę.

Moim zdaniem znacznie większym problemem – szczególnie z perspektywy klienta i relacji między kancelarią a klientem – jest brak analizy tego, jak można ułożyć transakcję na przyszłość.

Jeżeli w poprzednim roku mieliśmy określoną transakcję i lokalna dokumentacja cen transferowych musiała zostać przygotowana, wraz z analizą porównawczą i pozostałymi elementami, to przecież nie oznacza, że w kolejnym roku musi być dokładnie tak samo.

Transakcję można odpowiednio ustrukturyzować, tak aby korzystała z różnych uproszczeń, o których przed chwilą wspomniałem. Dzięki temu zakres dokumentacji, którą będziesz musiał przygotować, może być znacznie mniejszy.

Szczególnie ten drugi aspekt bardzo mnie boli, ponieważ praktycznie żadna kancelaria tak nie działa.

Z czysto biznesowego punktu widzenia po prostu się to nie opłaca.

Jeżeli mam klienta, który co roku przygotowuje lokalną dokumentację cen transferowych i załóżmy, że raz się na mnie zdecydował, współpraca przebiegła w miarę dobrze, a ja zaproponuję mu w kolejnym roku podobną albo nawet nieco niższą cenę, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ponownie mnie wybierze.

Święto, jest cudownie.

Mam powtarzalny, coroczny przychód.

A teraz wyobraźmy sobie, że ja jako kancelaria mówię do niego:

Drogi prezesie, dyrektorze finansowy, księgowy – być może macie tutaj pożyczkę i warto byłoby ją zmienić, na przykład podpisać aneks, tak aby spełniała warunki safe harbor określone w art. 11g ustawy o CIT. Dzięki temu z tytułu tej pożyczki nie będą Państwo musieli przygotowywać pełnej dokumentacji cen transferowych. Będą Państwo musieli zrobić znacznie mniej – na przykład przygotować TPR-C i wysłać odpowiednią informację do urzędu skarbowego. I tyle.

Klient zapłaci wtedy zdecydowanie mniej.

Z biznesowego punktu widzenia kancelarii jest to teoretycznie bez sensu. Wcześniej klient zostawiał u mnie, załóżmy, 10 tysięcy złotych rocznie, a teraz nagle zostawi na przykład 2 tysiące.

Z punktu widzenia klienta sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej.

Jeżeli dzięki odpowiedniemu ułożeniu transakcji można czegoś nie przygotowywać, a tym samym oszczędzić czas, pieniądze, energię i zaangażowanie pracowników, to dlaczego z tego nie skorzystać?

Nawet jeżeli z pozoru może się to wydawać dziwne, my w kancelarii Tosa Tax właśnie tak działamy.

Patrzymy na współpracę z klientem długoterminowo i jesteśmy mocno klientocentryczni. Jeżeli możemy w jakiś sposób uprościć klientowi kwestie podatkowe, to właśnie to robimy.

Nawet jeżeli w ramach konkretnego projektu oznacza to dla nas mniejsze wynagrodzenie, wierzymy w długoterminowe relacje biznesowe.

2. Dokumentacja cen transferowych w dobie AI

Drugi problem jest szczególnie istotny właśnie w dobie AI, czyli w czasach, w których praktycznie wszystko można dzisiaj w pewnym stopniu zautomatyzować. Zauważyłem, że właśnie w dobie AI bardzo dużo, nawet ogromnych firm, oferuje bardzo niskie ceny za przygotowanie dokumentacji cen transferowych.

Co więcej, niektóre z nich wprost informują, że dokumentacja jest tworzona przy pomocy AI, na podstawie szablonów albo dokumentacji klienta z poprzedniego roku. AI po prostu zmienia rok, aktualizuje daty i w bardzo krótkim czasie generuje gotową dokumentację, która teoretycznie spełnia wszystkie wymagania ustawy.

Zauważyłem również, że część księgowych, dyrektorów finansowych czy osób odpowiedzialnych za finanse spółek, chcąc zaoszczędzić na kosztach cen transferowych i wydatkach na kancelarie, sama tworzy taką dokumentację w narzędziach typu Claude czy innych modelach językowych.

I w ten sposób mają spokój.

Nie muszą płacić komuś 2, 3, 5, 10 czy więcej tysięcy złotych. Mają gotową dokumentację, którą model językowy wygenerował w ciągu 10 minut.

Tylko jaki jest tego efekt długoterminowy? Bo krótkoterminowo mamy oczywiście sukces. Cieszymy się, jest pięknie. Nie musieliśmy wydawać pieniędzy na zdzierców doradców podatkowych.

No właśnie. Chętnie pokażę Wam, jaki może być efekt takiego podejścia.

Jak wygląda dokumentacja przygotowana przez AI?

Zauważyłem to, kiedy dostałem dokumentację cen transferowych od jednego z klientów. Oczywiście chciałem zobaczyć, jak wyglądała dokumentacja przygotowana w poprzednim roku.

Niestety zdarza się, że nie tylko przygotowujemy dokumentację na dany rok, ale również poprawiamy dokumentację z lat poprzednich, ponieważ została ona po prostu bardzo źle przygotowana.

Tutaj mamy bardzo dobry przykład. Zobaczcie, jak to wygląda. Ta dokumentacja została przygotowana przy wykorzystaniu AI przez samego klienta, a nie przez inną kancelarię – na szczęście. Przykładowo mamy tutaj bardzo krótko opisane dla całej transakcji funkcje wykonywane przez spółkę oraz podmioty powiązane.

W przypadku podmiotów powiązanych wskazane są zaledwie dwie funkcje, a w przypadku spółki – cztery. Brakuje przy tym rozróżnienia, kto i w jakim stopniu jest zaangażowany w daną funkcję. Nie ma również bardziej szczegółowych informacji charakterystycznych dla konkretnej transakcji.

Nawet tutaj z boku widać, że dokumentacja ma 19 stron. Od razu jednak zaznaczę, że dotyczy ona nie jednej, ale kilku transakcji, więc w rzeczywistości jest to bardzo skrócona wersja dokumentacji przygotowana przez sztuczną inteligencję.

A teraz zobaczcie, jak powinna wyglądać dokumentacja cen transferowych przygotowana prawidłowo.

Chcę pokazać dokładnie ten sam fragment, czyli opis funkcji. Mamy tutaj wyszczególnione poszczególne funkcje, ich charakterystykę, a także informację o tym, jak bardzo dana strona jest zaangażowana w ich wykonywanie. W tym przypadku wszędzie mamy trzy gwiazdki, czyli najwyższy poziom zaangażowania. Oznacza to, że dana strona jest w największym stopniu zaangażowana w wykonywanie określonej funkcji.

To jest standard, który powinien zostać zachowany.

Porównajcie teraz to, co znajduje się w pierwszej dokumentacji, z tym, jak bardzo rozbudowany powinien być ten fragment.

Z jednej strony mamy bardzo krótki opis funkcji. Z drugiej – szczegółowe przedstawienie funkcji, ich charakterystyki oraz poziomu zaangażowania poszczególnych stron.

Czy AI w dokumentacji cen transferowych jest problemem?

Jeżeli mamy duże korporacje, które dzięki AI tworzą dokumentację, może ona na pierwszy rzut oka wyglądać nawet całkiem dobrze. Może być znacznie bardziej rozbudowana niż przykład, który przed chwilą pokazałem.

Niestety muszę Was jednak bardzo zmartwić.

W tej bardzo atrakcyjnej cenie duże korporacje oferują dokumentację przygotowywaną z wykorzystaniem AI. Problem polega na tym, że po wygenerowaniu dokumentacji i dostosowaniu jej przez system do konkretnego klienta prawdopodobnie nikt jej dokładnie nie analizuje.

Dlaczego? Bo po prostu się to nie opłaca. Godzina pracy partnera w dużej korporacji kosztuje bardzo dużo pieniędzy.

Teoretycznie, zgodnie z cennikami czy systemami rozliczeniowymi, nie mówię tutaj oczywiście o żadnej konkretnej firmie, ale z doświadczenia wiem, że godzina pracy takiego partnera może kosztować na przykład 500 euro. I nie jest to żadna tajemnica, może kosztować również dużo więcej.

Jeżeli więc cały projekt jest sprzedawany przez taką dużą firmę za 2,5 tysiąca złotych, a godzina pracy partnera kosztuje 500 euro, to siłą rzeczy partner nie może poświęcić na ten projekt kilku godzin na szczegółową analizę dokumentacji.

Nie trzeba mieć żadnej tajemnej wiedzy na temat stawek czy sposobu rozliczania projektów. Wystarczy prosta matematyka. Gdyby partner rzeczywiście miał szczegółowo analizować każdą taką dokumentację, projekt przestałby być rentowny. Firma musiałaby realizować każdy projekt z ogromną stratą.

W praktyce wygląda to więc tak, że system przemiela dokumentację i teoretycznie dostosowuje ją do konkretnego klienta. Być może później senior konsultant szybko ją przejrzy, ale również nie może poświęcić na projekt zbyt wielu godzin, ponieważ znowu przestałoby się to opłacać.

Samo wykorzystanie AI nie jest problemem

I teraz pojawia się pytanie: co właściwie jest złego w tym, że duża firma albo inna kancelaria korzysta z AI przy przygotowywaniu dokumentacji cen transferowych?

Teoretycznie nic. AI jest tylko narzędziem. Zresztą my również wykorzystujemy je w dużej części naszych procesów. Kluczowe jest jednak to, żeby wykorzystywać AI rzetelnie i z głową, a nie traktować go jako automatu, który ma zastąpić analizę eksperta.

Niestety ceny transferowe są jednym z najczęściej kontrolowanych obszarów dotyczących rozliczeń pomiędzy spółkami, a jednocześnie należą do jednych z najczęściej kontrolowanych obszarów podatkowych w ogóle.

Jeszcze w dobie KSeF-u tym bardziej zwracałbym uwagę na to, żeby dokumentacja cen transferowych była przygotowana naprawdę dobrze.

No i dlaczego tak bardzo się tego czepiam?

Czy jako osoba z przeszłością korporacyjną specjalnie wyśmiewam duże korporacje, żeby pozyskać klientów? Nie.

Chcę Wam tylko pokazać na dwóch bardzo konkretnych, biznesowych przykładach, dlaczego brak osobistego zaangażowania w klienta i w konkretną transakcję może bardzo dużo kosztować.

Historia nr 1: wpływ kursu euro na wynik spółki

Zobaczmy pierwszą historię.

Była sobie spółka numer jeden – polska oraz powiązana z nią spółka numer dwa.

Cały biznes wyglądał mniej więcej tak: funkcjonowała tutaj również spółka włoska, która była zupełnie niepowiązana, dlatego na naszym schemacie znajdowała się osobno. Były to znane marki modowe.

Włoska spółka zlecała polskiej spółce usługi szycia. Problem polegał na tym, że polska spółka miała ograniczone zasoby – określoną liczbę pracowników, fabrykę oraz konkretne moce przerobowe. W związku z tym część zleceń otrzymywanych od włoskich firm podzlecała swojej spółce powiązanej.

I tutaj pojawiał się cały problem.

Jeżeli cena ustalona pomiędzy polską spółką a jej kontrahentem była niekorzystna, czyli polska spółka otrzymywała zbyt niskie wynagrodzenie, to siłą rzeczy nie mogła również zapłacić swojej spółce powiązanej wysokiego wynagrodzenia za podwykonawstwo.

Dodatkowym elementem był fakt, że we Włoszech rozliczenia odbywały się w euro, natomiast w Polsce w złotówkach.

Kiedy kurs euro do złotego zmienił się na niekorzyść polskiej spółki, siłą rzeczy zmieniła się również cena oferowana spółce powiązanej – również na jej niekorzyść.

Jaki był efekt? Spółka powiązana osiągnęła stratę podatkową. A strata podatkowa zawsze budzi bardzo duże zainteresowanie organów podatkowych.

CIT, czyli podatek dochodowy, płaci się przecież od dochodu. Jeżeli spółka ponosi stratę, wiadomo, że podatku dochodowego w danym okresie nie płaci. Dla organu podatkowego może to więc być sygnał, który wymaga dokładniejszego sprawdzenia.

I rzeczywiście – kiedy pojawiła się kontrola, organ zaczął weryfikować transakcje pomiędzy tymi spółkami oraz to, dlaczego w danym roku spółka osiągnęła stratę podatkową na swojej działalności.

Jednym z bardzo ważnych elementów, który wybrzmiał w dokumentacji, był wpływ kursu euro na cały biznes. Nie było to jedno zdanie gdzieś w dokumencie. Informacja ta była odpowiednio przedstawiona i powtarzana w różnych częściach dokumentacji, tak aby pokazać pełny obraz sytuacji.

Wskazaliśmy, że zmiana kursu euro miała istotny wpływ na działalność spółki w Polsce. I między innymi właśnie to sprawiło, że strata podatkowa tej spółki nie została zakwestionowana, a dochód podatkowy nie został doszacowany.

Wyobraźmy sobie jednak, że w całej dokumentacji nie podkreślilibyśmy odpowiednio roli kursu euro. Nie pokazalibyśmy, że w poprzednich latach kurs euro był dla spółki znacznie korzystniejszy, dzięki czemu polska spółka mogła sprzedawać swoje usługi z dużo wyższą marżą, a w konsekwencji mogła również zapłacić więcej swojemu podwykonawcy.

Wtedy wyniki finansowe były odpowiednio wysokie i pojawiał się dochód do opodatkowania.

Pytanie brzmi więc: czy AI w danym roku, kiedy sytuacja nagle się zmieniła, wychwyci taki niuans?

Czy odpowiednio go zaprezentuje?

Czy pokaże w różnych częściach dokumentacji wpływ zmiany kursu na cały biznes oraz na to, jak zmieniły się warunki pomiędzy podmiotami powiązanymi?

Być może tak.

Ale wymaga to bardzo osobistego zaangażowania doradcy, który odpowiednio poprowadzi cały proces, wykorzysta AI jako narzędzie i zadba o właściwe opisanie sytuacji.

Brak takiego zaangażowania mógłby w tym przypadku sprawić, że spółce najprawdopodobniej oszacowano by dochód, od którego musiałaby zapłacić podatek.

Historia nr 2: specjalistyczny transport a analiza porównawcza

Historia numer dwa. Mamy spółkę z branży transportowej.

Teoretycznie nie jest to nic skomplikowanego. Polska stoi firmami transportowymi, więc mamy ogromną bazę podmiotów, które można wykorzystać do porównania. Można przebierać wśród podobnych przedsiębiorstw i ustalać odpowiednie marże.

Analiza porównawcza nie powinna więc stanowić większego problemu. Tylko że tutaj kluczowe było bardzo dokładne przeanalizowanie tego, jaki konkretnie transport wykonywała ta spółka. Otóż spółka na rzecz swoich podmiotów powiązanych oferowała bardzo specjalistyczny transport przedmiotów, które łatwo ulegały zapłonowi i w przypadku których ryzyko wybuchu było bardzo wysokie.

A skoro ryzyko biznesowe było tak duże i był to nietypowy rodzaj transportu, marże na tego rodzaju usługi również były odpowiednio wysokie.

Dlatego w analizie porównawczej uwzględniliśmy właśnie ten specyficzny rodzaj transportu. Czym innym jest transport żywności, czym innym transport mebli, a czym innym transport materiałów łatwopalnych.

Poziom marży przy poszczególnych rodzajach transportu może być, a nawet często jest, zupełnie inny.

To samo dotyczy lokalnej dokumentacji cen transferowych. Nawet jeżeli wcześniej przygotowaliśmy dokumentację cen transferowych dla 40 innych firm transportowych, nie oznacza to, że możemy po prostu wykorzystać ten sam schemat. Te firmy zajmowały się bowiem transportem czegoś innego niż nasza spółka, która świadczyła transport ładunków łatwopalnych.

I właśnie takie szczegóły mogą mieć ogromne znaczenie dla prawidłowego przygotowania dokumentacji cen transferowych. To miało bardzo duży wpływ na marże. Były one relatywnie wysokie jak na branżę transportową, która, umówmy się, z reguły jest niskomarżowa.

Żeby jednak pokazać, że nie jest to jakiś ewenement i że pieniądze nie są sztucznie ładowane w polską spółkę, na przykład ze względu na niższe podatki, albo że wynik drugiej spółki nie jest celowo obniżany poprzez zastosowanie wyższej marży, trzeba było odpowiednio pokazać w analizie porównawczej i w samej dokumentacji, że specyfika tego transportu ma uzasadnienie i rzeczywiście wpływa na poziom marży.

I tutaj znowu, bazując na moim doświadczeniu i obserwując to, co dzieje się obecnie na rynku, widzę, że automatyzacja ,która oczywiście sama w sobie jest bardzo dobrym rozwiązaniem, sprawia, że w dokumentacji zaczyna brakować właśnie takich istotnych niuansów. A to właśnie te niuanse mogą zdecydować o tym, czy podczas kontroli podatkowej dochód, a w konsekwencji również podatek, zostanie doszacowany, czy nie.

Podsumowanie

Podsumowując dzisiejszy odcinek: zanim wybierzesz doradcę – szczególnie tego najtańszego albo takiego ze średniej półki cenowej, spośród wielu otrzymanych ofert na przygotowanie dokumentacji cen transferowych – zastanów się nad dwiema rzeczami.

Po pierwsze, czy doradca rzeczywiście zweryfikował wszystkie możliwe zwolnienia i jasno pokazał Ci, co musisz, a co możesz przygotować w ramach dokumentacji cen transferowych? Czy wyjaśnił Ci również, w jaki sposób można ewentualnie zmienić lub ustrukturyzować transakcje na przyszłe lata, tak aby zakres wymaganej dokumentacji był mniejszy?

Po drugie, jeżeli doradca wyraźnie mówi, że niska cena wynika z wykorzystania AI i gotowych szablonów, zastanów się, czy mimo tego masz zapewniony osobisty, ekspercki wgląd w dokumentację. Czy ktoś rzeczywiście przeanalizuje Twoją konkretną transakcję, specyfikę Twojego biznesu i wszystkie istotne okoliczności?

Bo to właśnie może sprawić, że dokumentacja rzeczywiście wytrzyma kontrolę podatkową.

Uwierz mi – dobra dokumentacja cen transferowych jest warta zapłacenia trochę więcej. Jest warta zdecydowanie więcej niż wygenerowanie dokumentu w Claude czy ChatGPT. A pieniądze, które możesz zaoszczędzić dzięki odpowiednio przygotowanej dokumentacji podczas kontroli podatkowej, mogą zwrócić się wielokrotnie.

Bardzo Ci dziękuję za uwagę i trzymam kciuki przy wyborze doradcy oraz kancelarii do przygotowania dokumentacji cen transferowych. Mam nadzieję, że wybierzesz mądrze – tak, aby zapewnić sobie spokój na kolejne lata, również na wypadek kontroli Twoich rozliczeń przez urząd skarbowy.